Czytając książkę "Sprawa majora Jerzego Sosnowskiego" prof. Piotra Kołakowskiego i dr. Andrzeja Krzaka, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Oddziałem II Sztabu WP (wywiad i kontrwywiad) rządzili oficerowie niekompetentni, nadmiernie upolitycznieni, którzy dbali głównie o własne kariery, a dla ich ratowania nie zawahali się zniszczyć najważniejszego agenta. Dochodzą do takich wniosków po gruntownej analizie najważniejszych publikacji badawczych oraz drobiazgowej kwerendzie w archiwach. Odnaleźli w nich nieznane dotąd dokumenty, które pogłębiają wiedzę nie tylko o "sprawie Sosnowskiego", ale również o negatywnej roli, jaką odegrali w niej jego przełożeni.

Sukces i upadek

Główne fakty pokrywają się z ustaleniami poprzedników, m.in. Mariana Zagórniaka, Henryka Ćwięka, Leszka Gondka czy Władysława Kozaczuka. Przez osiem lat (od 1 marca 1926 r. do 27 lutego 1934 r.) Sosnowski stał na czele berlińskiej placówki wywiadu o kryptonimie In.3 i prowadził intensywną działalność szpiegowską "przez łóżko i pieniądze" - jak piszą autorzy. Udając rentiera i bon vivanta, wykorzystując swój urok osobisty i powodzenie u kobiet, ale również niemałe kwoty pieniędzy dostarczane mu przez Warszawę, pozyskał do współpracy kilka niemieckich arystokratek, pracownic Reichswehrministerium (Ministerstwa Reichswehry, czyli ds. wojska) oraz pewnego oficera Abwehry, czyli wywiadu i kontrwywiadu wojskowego.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej