W 1837 r. w Londynie ukazała się broszura zatytułowana "Reforma poczty. Jej znaczenie i praktyczność". Autor, nauczyciel i urzędnik pocztowy Rowland Hill, przeszedł do historii jako wynalazca znaczka pocztowego. Broszurę rozpoczynał dość długi i męczący wywód na temat podatków i dochodów z działania poczty królewskiej. Hill podkreślał, że dochody podatkowe czerpane z różnych innych źródeł przez monarchię systematycznie rosną, podobnie jak liczba ludności - z 19 mln w 1810 r. do 25 mln w 1835 r. - i "poziom cywilizacyjny". Tymczasem, jak zauważył autor, w porównaniu z innymi źródłami dochodów skarbu Jej Królewskiej Mości poczta pozostaje daleko w tyle, a biorąc pod uwagę wspomniany przyrost ludności, powinna zarabiać znacznie więcej. Jeżeli dodać do tego postęp edukacji, rozwój handlu i dobrobytu kraju w tym czasie, nie można wątpić, że prawdziwy deficyt jest znacznie większy - wywodził. Straty przypisywał m.in. wysokim opłatom pocztowym, często uiszczanym przez odbiorcę, który mógł decydować, czy odebrać przesyłkę. Jeśli nie był w stanie zapłacić - odmawiał, a wówczas przesyłka nie trafiała do adresata i straty poczty rosły.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej