W maju 1919 r. bardzo wówczas znany odeski bandyta Miszka Japończyk z ponad dwóch tysięcy zbójów uformował w swym rodzinnym mieście 54. Pułk 3. Ukraińskiej Armii Radzieckiej. Zanim poszli się bić z żołnierzami Symona Petlury, naczelnego wodza armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, na koszt herszta zostali wyekwipowani, a następnie zaprezentowali się na nadmorskich bulwarach. Nigdy wcześniej ani później czegoś takiego Odessa nie widziała - krasnoarmiejcy w smokingach, cylindrach czy też modnych wówczas słomkowych kapeluszach, zwanych kantonierami, przez trzy dni defilowali, ucztowali i oddawali się najdzikszym orgiom.

Trzy lata później w Moskwie odbyła się nie mniej dziwaczna parada, gdy na ulice wylegli aktywiści stowarzyszenia Precz Wstyd i całkiem nago bądź co najwyżej przewiązani szarfą z nazwą organizacji wykrzykiwali, że są komunardami i nie potrzebują odzieży zasłaniającej piękno ich ciał. Wskakiwali do tramwajów, epatując pasażerów golizną "w imię walki z mieszczaństwem i kleszym zakłamaniem". Niejeden raz w takich imprezach w stroju adamowym uczestniczył Karol Radek, wywodzący się z Polski zaufany współpracownik Lenina.

W budionówce i kożynce

Przywódcy bolszewiccy tolerowali ekscesy nudystów-rewolucjonistów. Modę traktowali jak burżuazyjny przeżytek lub - tak jak w przypadku wojaków Miszki Japończyka - uważali ją za cechę przestępczego półświatka. Zamiast o modzie mówili o problemie odzieżowym, który zresztą szybko dał o sobie znać - już w pierwszych dniach porewolucyjnej rzeczywistości przyszło im zmierzyć się z nie lada wyzwaniem, czyli przyodzianiem żołnierzy Armii Czerwonej. Propaganda trąbiła o sukcesie, jakim było wyprodukowanie dla żołnierzy czapek budionówek oraz szyneli z charakterystycznymi czerwonymi patkami, ale te ostatnie były zabierane z magazynów wojskowych i po doszyciu bolszewickiej gwiazdki przekazywane krasnoarmiejcom.

W składach znajdowały się też nieużywane skórzane kurtki zamówione jeszcze przez dowódców carskich z myślą o tworzących się oddziałach lotniczych i motorowych. Rewolucja pokrzyżowała te plany i kożynki, jak nazwano czarne kurtki, trafiły na grzbiety członków nowej władzy - rozmaitego szczebla i obu płci komisarzy, co ważniejszych działaczy partyjnych oraz członków Czeka. Kożynki szybko stały się bolszewickim znakiem rozpoznawczym oraz obiektem pożądania głodującego społeczeństwa donaszającego ubrania głównie sprzed wojny. W czasach, gdy posiadanie ubioru choć odrobinę lepszego od powszechnych łachmanów mogło zaprowadzić jego posiadacza do więzienia, kożynki nie stanowiły mody, lecz jedynie wyznaczały trend. Kobiety dodawały kosynkę, czyli czerwoną chusteczkę wiązaną z tyłu głowy, a nie jak za czasów carskich pod brodą, a mężczyźni - buty oficerskie. Obraz obywatela nowej Rosji dopełniał papieros palony bez opamiętania przez obie płcie.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej