Sowieci hucznie i długo świętowali zwycięstwo nad Niemcami - od podpisania kapitulacji przez feldmarszałka Wilhelma Keitela w nocy z 8 na 9 maja 1945 r. pili na umór, poczynając od szeregowców, a na generałach i marszałkach kończąc. Major Kriuczkin, który zastępował kapitana Aleksandrowa, naczelnika łagru w Rembertowie, szykował się na bankiet u komendanta radzieckiego garnizonu na pobliskiej warszawskiej Pradze. 19 maja major wybrał się bardzo ochoczo na imprezę, nie zawracając sobie przesadnie głowy informacją otrzymaną dzień wcześniej od jednego z podkomendnych, że podziemie może szykować akcję odbicia więźniów trzymanych w Rembertowie.

Rembertowska makabra

Obóz specjalny oznaczony w tajnych instrukcjach NKWD numerem 10 powstał w październiku 1944 r. na terenie przedwojennej Fabryki Amunicji "Pocisk" w Rembertowie, położonym kilka kilometrów na wschód od Pragi. Łagier podlegał Głównemu Zarządowi ds. Jeńców Wojennych i Internowanych i działał jako Zbiorczy Punkt Jeniecki, z którego osadzeni byli przewożeni do ZSRR. Oprócz niemieckich żołnierzy, folksdojczów i własowców siedzieli tam również akowcy, członkowie Narodowych Sił Zbrojnych, działacze polskich stronnictw politycznych, a także zwykli śmiertelnicy, którzy mieli nieszczęście zbyt głośno wyrazić swoją niechęć do nowej władzy. Liczba osadzonych dochodziła do dwóch tysięcy ludzi.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej