Skąd się wzięły tak poważne oskarżenia, które miał rozsądzić papież? Żeby to wyjaśnić, trzeba się cofnąć do pierwszych miesięcy po narodzinach Jadwigi, które nastąpiły najpewniej 18 lutego 1374 r. Jej ojciec Ludwik, zwany u nas Węgierskim, król Węgier i Polski, nie planował dla nowo narodzonej córki polskiego tronu. Wraz z żoną Elżbietą Bośniaczką wciąż liczyli pewnie na męskiego potomka (urodziły im się trzy córki, z których żyły dwie - Katarzyna i Maria).

Zaraz po narodzinach królewny na dwór w Budzie dotarło poselstwo księcia austriackiego Leopolda III Habsburga z propozycją, by wydać Jadwigę za jego czteroletniego wówczas syna Wilhelma. Po długich negocjacjach strony doszły do porozumienia i cztery lata później, 15 czerwca 1378 r., w miejscowości Hainburg urządzono tzw. zaślubiny na przyszłość. Odbyły się przy tej okazji nawet uroczyste dwutygodniowe pokładziny, które w przypadku dorosłych małżeństw panujących polegały na skonsumowaniu związku, i to przy świadkach. W przypadku czterolatki i ośmiolatka miały symboliczny charakter - dzieci zapewne nocowały we wspólnej izbie. Zaraz potem Jadwiga pojechała na dwór wiedeński, a Wilhelm - na budziński, żeby przyzwyczajali się do nowych rodzin. Nikt nie miał wątpliwości, że gdy "dojdą do lat sprawnych", małżeństwo zostanie dopełnione.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej