W 1955 r. historyk Olgierd Górka w książce, która ukazała się już po jego śmierci, nie zostawił suchej nitki na tych, którzy ten temat wałkowali przed nim, a do bardzo podobnych konkluzji prawie równocześnie z nim doszedł Tadeusz Nowak, jeden z największych znawców polskiego oręża.

Cud pierwszy: wiara w słowo przeora

Mimo to wciąż obowiązuje raczej wersja upowszechniona np. na kartach Sienkiewiczowskiego "Potopu", że Szwedzi użyli do oblężenia licznego wojska, potężnej artylerii, że garstka obrońców zażarcie odpierała ataki i gdy 27 grudnia 1655 r. oblegający odstąpili, oburzony zamachem na święte miejsce kraj i tak zerwał się do powstania. Tak to przedstawił w wydanej prawie natychmiast po oblężeniu książce przeor Jasnej Góry o. Augustyn Kordecki. Jego "Nową Gigantomachię" prawie słowo w słowo przepisał Henryk Sienkiewicz (poza postacią Andrzeja Kmicica) i stała się też głównym źródłem dla historyków: Ludwika Kubali, Władysława Konopczyńskiego i ks. Ludwika Frąsia. Szwedzi - pisał Kubala - powstrzymani w swym triumfalnym pochodzie przez jeden nikły klasztor, ponieśli moralną klęskę. Wiara w ich nieprzezwyciężoną potęgę została zachwiana. Prysnął urok żelaznej ręki, która przygniotła Polskę ciężarem przeznaczenia. Odważni zakonnicy i wielki przeor napędzili przykładem swoim do walki za ojczyznę szlachtę, która pełna wiary w cudowną pomoc Boską ochotnie do boju się garnęła.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej