Czy Rosja nie sprzedałaby Alaski? To przecież dla niej peryferie - mało dochodów i same kłopoty - pytanie Williama Sewarda, sekretarza stanu w administracji prezydenta Andrew Johnsona, choć zadane dość niespodziewanie, nie było dla ambasadora Rosji w USA zaskoczeniem. Baron Eduard de Stoeckl słyszał je już wcześniej od Amerykanów, ale pozostawało bez odpowiedzi. Teraz ambasador był bardzo szczęśliwy, że padło.

Sekretarz Seward nie wiedział bowiem, że trzy miesiące wcześniej, 16 grudnia 1866 r., w Petersburgu odbyła się narada, podczas której car Aleksander II, jego brat wielki książę Konstanty, ministrowie finansów i spraw morskich oraz de Stoeckl zdecydowali, że Alaskę należy sprzedać. Ambasador jako wytrawny dyplomata miał rozegrać sprawę w taki sposób, żeby to Amerykanie, a nie Rosjanie, zaproponowali jej kupno. Powinien też zadbać o to, by cena nie była niższa niż 5 mln dol.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej