Stanisława Ryster zawsze siadała na fotelu nieco na ukos, zakładała nogę na nogę, chwytała włącznik, którym przełączała na zmianę muzykę w słuchawkach graczy, i zaczynała czytać pytanie. Gdy kończyła, następowało zwykle coś, co we współczesnej telewizji jest niedopuszczalne: cisza, bo na odpowiedź uczestnicy mieli nawet dwie i pół minuty. Czasem, gdy minął już czas na zastanowienie się, rozpromieniony zawodnik natychmiast udzielał prawidłowej odpowiedzi. Ale zdarzało się, że w tej ciszy tężał i widać było, iż z każdą sekundą dochodzi do niego coraz bardziej wyraźnie myśl: "Tyle lat starań i wszystko na marne".
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej