Wjeżdżający na stacyjkę w Bezdanach pociąg z Wilna jeszcze nie wyhamował, gdy trzech stojących na peronie mężczyzn rzuciło się biegiem w stronę jednego z wagonów. Pierwszy usiłował wybić okno, waląc w nie z całej siły kijem, ale odniósł tylko taki skutek, że na platformę wagonu wyskoczył żandarm z karabinem. I pewnie by zastrzelił młodziana z kijem, gdyby nie drugi z biegnących, który z trzymanego za pazuchą mauzera zwalił żandarma z nóg, umożliwiając koledze dalsze zmaganie się z oknem.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej