Podczas tej burzy gromami ciskał marszałek Józef Piłsudski, ale to nie on był jej prawdziwym sprawcą. Wiatr siali, i to od dawna, jego prawicowi rywale z Narodowej Demokracji - i to oni zebrali tę burzę.

Prawica kradnie pamięć o Marszałku



Przeciw Rosji czy z Rosją

Zamach majowy był kulminacją bardzo długiej rywalizacji narodowych demokratów i piłsudczyków, która swoimi korzeniami sięgała głęboko w ćwierćwiecze poprzedzające odzyskanie niepodległości. Już na przełomie XIX i XX wieku Roman Dmowski i Józef Piłsudski zaprezentowali wzajemnie się wykluczające koncepcje walki o odbudowanie suwerennego państwa polskiego.

Piłsudski, spadkobierca tradycji insurekcyjnej, stawiał na walkę zbrojną z Rosją, w której widział śmiertelnego wroga Polski. Dmowski nie tylko nie wierzył w czyn militarny, ale też uznawał go za detonator katastrofy narodowej. Trafnie zakładał, że zbrojne wystąpienie przeciwko Rosji musi szukać sprzymierzeńca w Wiedniu i Berlinie, co przypominało mu lot ćmy ku płomieniowi ogniska. Przywódca endeków właśnie w germańskim "Drang nach Osten", w parciu na Wschód, widział śmiertelne zagrożenie dla polskości. Był przekonany, że własnymi siłami Polacy nie oprą się nawale germanizacji i jedynym ratunkiem jest dla nich sojusz z Rosją. Nie chciał z nią wojować, lecz zawrzeć przymierze, a to wymagało przekreślenia tradycji powstańczej. Szansy odrodzenia upatrywał Dmowski w przemianach wewnętrznych i pomnażaniu polskiej substancji narodowej, a dzięki płynącej z niej sile chciał wymuszać na Rosji i jej sojusznikach kolejne ustępstwa, najpierw samorząd i autonomię, a z czasem własne państwo.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej