20 marca jak co rano proboszcz katedry ksiądz Zenon Willa wyszedł na obchód świątyni. Od wielu miesięcy trwał remont, więc kościół wyglądał jak plac budowy: wewnątrz stały drabiny, a na podłogach walały się materiały budowlane i narzędzia. Przed rozpoczęciem prac duchowni najbardziej obawiali się o relikwiarz św. Wojciecha, więc żeby ochronić go przed wdzierającym się wszędzie pyłem, przykryto go folią. Gdy proboszcz zbliżał się do relikwiarza, poczuł niepokój, bo wokół ujrzał mnóstwo śladów butów. Kiedy zdjął folię, zrobiło mu się słabo: relikwiarz został kompletnie zdewastowany, a figury św. Wojciecha w ogóle nie było.

Zrozpaczony proboszcz natychmiast zadzwonił na milicję.

Święty rodem z Czech

Św. Wojciech, najważniejszy obok św. Stanisława patron polskiego Kościoła, wywodził się z rodu Sławnikowiców, których ziemie obejmowały rejon Libic w Czechach. Do stanu duchownego przygotowywał się w Magdeburgu, gdzie w 986 r. utworzone zostało biskupstwo misyjne mające zajmować się nawracaniem zachodnich Słowian. W styczniu 983 r. Wojciech (a właściwie Adalbert, bo podczas bierzmowania biskup magdeburski Adalbert użyczył mu swego imienia i głównie pod nim występuje w źródłach łacińskich) został biskupem praskim. Ponieważ jednak zraził prażan, dwukrotnie musiał opuścić ten urząd, a powrót do Pragi stał się niemożliwy po tzw. krwawej łaźni libickiej w 995 r. Rządzący w Czechach Przemyślidzi najechali wtedy ziemie Sławnikowiców i zamordowali czterech braci Wojciecha.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej