W maju 1956 r. Edward Gierek jako szef Wydziału Przemysłu Ciężkiego KC PZPR dostał projekt ministra górnictwa węglowego w sprawie budowy domków fińskich dla przodujących górników. Minister Franciszek Waniołka pisał: Wykonanie w br. planu wydobycia węgla kamiennego uzależnione jest w głównej mierze od osiągnięcia większej niż dotychczas stabilizacji siły roboczej. Stworzenie do tego odpowiednich warunków wymaga zainteresowania górników w podnoszeniu wydajności i przekraczaniu zadań wydobywczych, co może nastąpić poprzez wydatną poprawę warunków mieszkaniowych załóg produkcyjnych .

Wykonaniu planu zagrażała rotacja pracowników, problem, z którym władza ludowa nie radziła sobie nawet w najczarniejszym stalinizmie. Według Błażeja Brzostka, autora książki o warszawskich robotnikach w okresie stalinowskim, wymiana załóg w niektórych stołecznych fabrykach sięgała 150 proc. rocznie! Ludzie ci pracowali w jednym miejscu góra kilka miesięcy, a potem przechodzili do kolejnego zakładu, często w innym miejscu w kraju. Dyrektorzy fabryk narzekali, że robotnicy notorycznie porzucają pracę zaraz po przyuczeniu do zawodu, co rzeczywiście fatalnie wpływało na wydajność. A ponieważ gospodarka gwałtownie potrzebowała siły roboczej - trwał plan sześcioletni (1950-55), czyli tworzenie przede wszystkim przemysłu ciężkiego - o nową pracę, często lepiej płatną, nie było trudno. Dyrektorzy próbowali różnych sztuczek, żeby powstrzymać odchodzenie robotników, np. zatrzymywali część pensji za pierwsze miesiące, którą wypłacali dopiero wtedy, gdy delikwent swoje już przepracował. Dawało to nadzieję, że za szybko nie ucieknie.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej