Wieczorem 27 grudnia 1918 r., kiedy na ulicach Poznania powstańcy atakowali niemieckie posterunki, leutnant Paul Pohl otrzymał rozkaz odstawienia do Berlina samolotu myśliwskiego Albatros D.III. Stacjonujący na lotnisku w podpoznańskiej Ławicy pilot ociągał się z jego wykonaniem. Wiedział, że w Niemczech panuje chaos wywołany wybuchającymi od listopada rewoltami. I wtedy pojawił się kolega Pohla, Polak Franciszek Jach. Znali się od dwóch lat, razem przeszli szkolenie i razem walczyli na froncie zachodnim we Francji. - Herr Leutnant, polećmy najpierw do Wapna, do moich rodziców. Zabierze pan do Berlina wałówkę ze świniobicia! - zaproponował Jach. Oferta była nęcąca. Wapno, wówczas niewielka wieś, leżało ledwie 50 km na północny wschód od Poznania, a Pohl znał smak kiełbasy przywożonej przez Jacha z urlopów w domu. Może też pomyślał o rodzinie i kiepskim zaopatrzeniu w Niemczech. - Gut, Franz. Lecimy - zdecydował.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej