Na początku lat 70. Warszawę obiegła wieść, że kilku gitowców z Pragi-Północ zabiło taksówkarza. Chcieli jechać nad morze i potrzebowali samochodu. Z niewiadomych przyczyn nad morze się nie wybrali, ale przez kilka dni jeździli ze zwłokami mężczyzny w bagażniku i pili na umór. W końcu komuś wydało się podejrzane, że grupa nigdzie niepracujących młodych ludzi ma samochód, doniósł o tym na milicję i zabójcy trafili do więzienia.

Być może to o nich 55-letni Andrzej Heman "Haszan", były gitowiec i bard "ludzi" z Mokotowa, pracujący dziś jako szatniarz, śpiewa zachrypniętym głosem tęskną balladę: Za bandyckie napady skazany i przemocą wtrącony do krat, młody więzień zakuty w kajdany z żalem patrzy na wolny ten świat ...
Pozostało 97% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej