6 grudnia 1912 r. Ludwig Borchardt, dyrektor Niemieckiego Instytutu Archeologicznego w Kairze, przebywał w wiosce Tell el-Amarna w środkowym Egipcie, gdzie kierował wykopaliskami. Jego ludzie zdążyli już znaleźć kilka tysięcy przedmiotów w ruinach miasta z XIV w. p.n.e. Natrafili na wiele rzeźb o realizmie niespotykanym w sztuce staroegipskiej. Po porannych pracach Borchardt poszedł na obiad, a gdy odpoczywał, wpadł zdyszany posłaniec z informacją, że jeden z robotników znalazł "cieliste popiersie z namalowanymi czerwonymi wstęgami". Dyrektor pognał na stanowisko archeologiczne, a to, co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Wieczorem zapisał w dzienniku: Wspaniała praca. Nie da się tego opisać, to trzeba zobaczyć. Kolory są jak żywe .

47-centymetrowy polichromowany posąg przedstawiał kobietę niezwykłej urody. Ponieważ nad stanowiskiem zapadał zmrok, "Jej Wysokość", jak nazwał rzeźbę Borchardt, pozostawiono w namiocie pod opieką profesora Hermanna Rankego, który chwalił się później, że "spał obok tej piękności". Po pewnym czasie niemieccy archeolodzy byli pewni, że posąg przedstawia żonę faraona Amenhotepa IV Nefertiti (zwaną też, choć to błędna transkrypcja, Nefretete). Ta para zapisała się wyjątkowo w dziejach starożytnego Egiptu.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej