Przed wojną Mycielskim powodziło się, ich majątek w Boryniczach, położonych około 50 km na południowy wschód od Lwowa, uchodził za wzorcowy. Ludwik Mycielski dobrze nim zarządzał, dzieci wychowywały bony, była liczna służba, a dwór tętnił życiem. W ciepłe dni z ogromnego tarasu, na którym biesiadowało czasem i 30 osób, rozciągał się widok na aleję. Gości zabawiała pani Helena Mycielska, a służący, stary Władysław, roznosił kawę i ciasto.

Wybuch wojny wszystko to zmienił. - Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że trwa wojna, do momentu gdy usłyszeliśmy grzmoty - wspomina Hieronim Mycielski, syn Ludwika i Heleny, wówczas siedmiolatek. - Okazało się, że niemieckie samoloty bombardują Chodorów [miasteczko położone około 15 km od Borynicz].
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej