Jest początek października 1985 r. W porcie w Genui na pokład "Achille Lauro", włoskiego statku pasażerskiego pływającego w rejsach wycieczkowych po Morzu Śródziemnym, wsiadają ostatni goście. Stewardzi pomagają znaleźć kabinę Marilyn i Leonowi Klinghofferom, amerykańskim Żydom, którzy wakacyjną podróżą postanowili uczcić 36. rocznicę ślubu. On ma 69 lat, jest sparaliżowany i porusza się wyłącznie na wózku inwalidzkim. Ona, młodsza od męża o 10 lat, choruje na nowotwór.

7 października 1985 r. gdzieś między Aleksandrią a Port Saidem "Achille Lauro" zostaje porwany, a następnego dnia u wybrzeży Syrii porywacze mordują siedzącego na wózku Klinghoffera, który ginie od strzałów w pierś i głowę. Po egzekucji każą pokładowemu fryzjerowi i kelnerowi wyrzucić ciało zamordowanego za burtę. Razem z wózkiem. Marilyn Klinghoffer nie widziała zbrodni i aż do chwili uwolnienia zakładników sądziła, że mąż żyje. Mordercy powiedzieli jej, że stan męża się pogorszył, jest bardzo zdenerwowany, więc trafił do okrętowego szpitala.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej