Na miejsce zgrupowania przed Godziną W pojechał rowerem - wspominała matka Zofia Rodowicz. To było na Woli, gdzie zbierali się żołnierze z batalionu "Zośka". Włożył na siebie wszystko, co choćby trochę przypominało mundur. Gdzieś wykombinował ułańską czapkę, którą zdejmował tylko do snu. No i nadal zachowywał się tak, jakby wojny wokół nie było: kpiarz, żartowniś, którego bez przerwy trzymały się dowcipy. Dopiero w walce wychodziło, że Jan Rodowicz "Anoda" to jeden z najlepszych dowódców i żołnierzy w harcerskim batalionie.

Akcja za akcją

Kazimierz Rodowicz, ojciec "Anody", był inżynierem i wykładowcą Politechniki (syn interesował się radiotechniką i stąd konspiracyjny pseudonim). Podczas okupacji Janek pracował w zakładach Philipsa. Przed wojną uczył się w gimnazjum Batorego i należał do harcerstwa. Maturę zdał w konspiracji w 1941 r. Brał udział w akcji "Wawer" - małym sabotażu. W 1942 r. ukończył tajną podchorążówkę Agricola i został żołnierzem Grup Szturmowych Szarych Szeregów.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej