"Święto Kozła", literacki wizerunek Rafaela Leonidasa Trujillo Moliny pióra Mario Vargasa Llosy, to książka, w której peruwiański noblista bynajmniej nie wyczerpał katalogu zbrodni dominikańskiego okrutnika. Przez 30 lat ubiegłego wieku opętany władzą, bogactwem i seksem dyktator siał trwogę, nieszczęście i zniszczenie, o których pamięć nie zanikła nawet po 50 latach od jego śmierci w 1961 r. Od 1962 r. potomkowie Trujillo są na Dominikanie wyklęci, bez prawa zamieszkania i posiadania własności. - Z jego fortuny nic nie zostało. Nieliczni potomkowie mieszkają za granicą. Pozostała tylko pamięć - mówi dominikański historyk Bernardo Vega.

Trzydzieści lat "Szefa"

"Era Trujillo" trwała od 1930 do 1961 r. Oficjalnie nazywali go "Szefem" albo "Dobroczyńcą", a po cichu "Blaszkowcem" (od zamiłowania do orderów), "Bestią" czy "Kozłem" (od opętańczej skłonności do okrucieństwa i kopulacji, których ofiarą padali jego przyboczni, ich żony i córki, mężatki i nieletnie).
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej