Kiedy w Polsce trwało nocne liczenie głosów w wyborach do Sejmu kontraktowego, w Pekinie Aleję Wiecznego Spokoju wiodącą do serca miasta, placu Tiananmen (Niebiańskiego Spokoju) przemierzały czołgi. Nagle na środek ośmiopasmowej arterii wybiega człowiek w ciemnych spodniach i zapiętej pod szyję białej koszuli, z torbami - zapewne z zakupami - w rękach. Staje naprzeciw czołgu. Kolumna hamuje. Przez dłuższą chwilę człowiek i czołg - a za nim następne - stoją naprzeciw siebie. Po chwili wahania czołgista próbuje ominąć śmiałka, lecz ten zabiega drogę maszynie, która znowu zamiera. Mężczyzna wspina się na pancerz, chyba próbuje otworzyć właz, coś mówi, gestykuluje, nie wypuszczając z rąk toreb. Właz otwiera się, czołgista wysuwa głowę, dyskutuje z protestującym, który w końcu schodzi z czołgu, ale za chwilę znów zabiega mu drogę. Wreszcie nadbiegają inni przechodnie i odciągają rebelianta na bok.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej