Fabułę "Chajtarmy" (słowo to oznacza "powrót", ale jest też nazwą tańca Tatarów krymskich) Achtema Sejtabłajewa osnuto na historii Sułtana Ameta-Chana, asa sowieckiego lotnictwa, który zestrzelił 30 niemieckich samolotów. Gdy w maju 1944 r. Armia Czerwona kończyła wyzwalać Krym, Amet-Chan pojechał na kilkudniowy urlop do rodzinnej Ałupki nad Morzem Czarnym. Lotnik - ukazany w filmie jako czupurny i beztroski chwat - poleciał tam myśliwcem. Do miasteczka, tyle że lądem, pojechali też jego dwaj koledzy z jednostki - Rosjanin i Francuz (ten zabieg pozwolił Sejtabłajewowi pokazać tradycyjną gościnność Tatarów krymskich).

Na ulicach Ałupki widzimy piękne dziewczyny, ale też weterana, który na wojnie stracił obie ręce. O kolaboracji z Niemcami nie ma mowy, za to ojciec Amet-Chana, miejscowy autorytet, podczas biesiady wznosi toast za Stalina. Ale to właśnie w czasie pobytu trójki lotników w Ałupce NKWD przeprowadza deportację Tatarów. Amet-Chan, dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego, nie może nawet ochronić swej rodziny i tylko dzięki pomocy kolegi Rosjanina nie zostaje zastrzelony.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej