Może pan te swoje dywizje zabrać - brytyjski premier Winston Churchill nie krył irytacji słowami gościa, który zarzucił mu wiarołomstwo. Był 21 lutego 1945 r. Rozmówca miał pretensje o ustalenia ze Stalinem, jakie Churchill i prezydent USA Franklin D. Roosevelt podjęli w 1943 r. na konferencji w Teheranie i dopiero co potwierdzili w Jałcie. Alianci zgodzili się, że po wygranej wojnie wschodnia część Polski z Wilnem i Lwowem stanie się częścią ZSRR, a w zamian Polacy otrzymają kosztem Niemiec rekompensaty terytorialne na zachodzie i północy.

- Rosja nie ma prawa zabierać tych terytoriów. Tam nie ma Rosjan - argumentował gen. Władysław Anders, dowódca 2. Korpusu Polskiego, i na końcu języka miał już słowa, że Wielka Brytania zdradza najwierniejszego sojusznika. Ale się powstrzymał. I dopiero gdy wściekły premier rzucił mu w twarz, że polskie dywizje nie są mu potrzebne, przypomniał, jak kilka lat wcześniej mówił zupełnie coś innego.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej