Oblewa nas już istna powódź nędzy. Statystyka wykazuje zatrważającą ilość ludzi pozbawionych pracy, a statystyka obejmuje przecie tylko część bezroboczych (...). A każda cyfra w statystyce i poza statystyką - to niekończące się nigdy, beznadziejne dni niedostatku, niedojadania, często dosłownego głodu, rozpaczliwych warunków mieszkania, strzępów, wiszących na ciele zamiast ubrania.

Tak 15 kwietnia 1936 r., w przeddzień lwowskiej tragedii, pisał w "Kurierze Warszawskim" Adam Grzymała-Siedlecki, znany wówczas publicysta, krytyk literacki oraz zwolennik Narodowej Demokracji opozycyjnej wobec rządzącej od 10 lat sanacji.

Bezrobotni są wszędzie

Położenie większości społeczeństwa wciąż było złe lub dramatycznie złe, chociaż w podręcznikach można dziś przeczytać, że Polska wychodziła wówczas z Wielkiego Kryzysu, który zaczął się w 1929 r., a więc trwał już sześć lat. W tym okresie produkcja przemysłowa spadła aż o 60 proc.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej