Generała Stefana Bałuka żegnał na Powązkach tłum, po obu stronach karawanu z karabinami w rękach i w ciemnych okularach kroczyli żołnierze Jednostki Wojskowej GROM im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej. - Życie Bałuka nie nadaje się na film, bo widzowie nie uwierzyliby, że jeden człowiek może mieć aż tyle niewiarygodnych przygód - powiedział Andrzej Wajda, sąsiad generała na warszawskim Żoliborzu.

W łapach bezpieki

Pierwsze uderzenie dostałem pięścią w twarz. Na szczęście zęby wytrzymały, ale okulary spadły na podłogę i się potłukły. Drugie uderzenie, kolanem w krocze, na tyle przewidziałem, że sparowałem je, nadstawiając udo. Na koniec dostałem jeszcze parę kopniaków. Tak, w wielkim skrócie relacjonując, odbyło się moje pierwsze spotkanie "na szczycie" z przedstawicielem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Piszę "na szczycie", ponieważ bił mnie sam pułkownik Józef Różański - dyrektor Departamentu Śledczego MBP - alias Józef Goldberg, z zawodu adwokat, działacz komunistyczny, współpracownik słynnego Sierowa z NKWD - pisał we wspomnieniach Stefan Bałuk.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej