To był czarny dzień. Z krwawiącym sercem i łzami w oczach pożegnałem się z żoną i dziećmi. Na jak długo, jeden Pan Bóg wie. Miejscem zbiórki szkoła. Potem pomaszerowaliśmy do baraków przy klasztorze, a stąd do koszar. Przez trzy godziny staliśmy na ulicy, trzęsąc się z zimna, aż wpuszczono nas, 60 mężczyzn, do jednej izby. Ścisk na zabój, bezsenne godziny przyszło mi spędzić na podłodze, z goryczą w sercu.

Tak swoje zatrzymanie 15 lutego 1945 r. wspominał Alojzy Widera, górnik z kopalni Sośnica w Gliwicach. Był jednym z kilkudziesięciu tysięcy Górnoślązaków, którzy między lutym a kwietniem 1945 r. zostali deportowani do pracy w Związku Radzieckim.

Polowanie na mężczyzn

Scenariusz zazwyczaj był podobny: na ulicach rozlepiano obwieszczenia po niemiecku i rosyjsku lub po polsku i niemiecku, że w określonych punktach mają się stawić pod rygorem kar wszyscy mężczyźni w wieku 17-50 (czasami 55) lat.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej