Ucieczka polskiego ambasadora w Waszyngtonie Romualda Spasowskiego jest jedną z najbardziej spektakularnych ucieczek polityków w ostatnich latach - zapisał w swym dzienniku pod datą 20 grudnia 1981 r. Krzysztof Mętrak, krytyk filmowy i literacki.

Niemal równocześnie o azyl w ambasadzie USA w Tokio poprosił ambasador Zdzisław Rurarz, ale to ucieczka Spasowskiego, dyplomaty od lat stalinowskich i ambasadora w stolicy wrogiego supermocarstwa, odbiła się największym echem.

Pies go trącał?

14 grudnia Mieczysław F. Rakowski, wicepremier i bliski współpracownik generała Wojciecha Jaruzelskiego, notował w dzienniku: Spasowski, nasz ambasador w USA, protestując przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego, zerwał z PRL. Wybrał wolność, jak zwykło się mówić. Pierwszy sukces administracji Reagana. Teraz przemagluje go CIA, a potem pójdzie w zapomnienie. Spotykałem się z nim przy różnych okazjach, także w Stanach. Uchodził za zręcznego dyplomatę. Mój stosunek do niego był raczej obojętny. Jego ucieczkę przyjąłem bez ekscytacji. Mam zbyt wiele innych spraw na głowie, by przejmować się Romkiem. Pies go trącał. Dopiero teraz dowiedziałem się, że w 1945 roku, podobnie jak ja, w tym samym czasie i w tym samym batalionie był podchorążym w Szkole Oficerów Polityczno-Wychowawczych w Łodzi.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej