Tu, w ZSRR, dzieci, same tego nie zauważając, żyją jak w krainie czarów. Nie wiedzą, czym jest niepokój o przyszłość. A u nas, w krajach kapitalistycznych, dzieci robotników, mając już 12 lat, a nawet mniej, zaczynają głowić się nad pytaniem: co z nimi będzie. Słowa te przypisane zostały 10-letniemu Niemcowi Hubertowi L'Hoste, którego znany radziecki dziennikarz Michaił Kolcow i jego kochanka, niemiecka komunistka i pisarka Maria Osten, przywieźli do ZSRR. Ich pomysł był prosty: zapraszają dziecko z biednej rodziny na Zachodzie i pokazują, jak wspaniałe jest życie w "ojczyźnie proletariatu", a potem powstaje nowa, socjalistyczna wersja "Alicji w krainie czarów".

W pokoju obok śpi chłopczyk. To niemiecki chłopczyk, którego Kolcow przywiózł z Niemiec. Nie ma tu ż adnych sentymentów. Zmusimy tego chłopczyka, by pisał pamiętnik o Kraju Rad, za pół roku wydamy ten pamiętnik, a chłopczyka z powrotem wyślemy do Niemiec. Zarobimy - zapisał w pamiętniku Korniej Czukowski, rosyjski pisarz i specjalista od literatury dziecięcej.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej