Na cieszącym się złą sławą poznańskim Chwaliszewie Antoniego Gąsiorowskiego znali wszyscy, a najlepiej policjanci. W miejscowej gwarze mówiło się o nim "juchta eki z Chwaliszewa", co oznaczało: "przywódca bandy z Chwaliszewa". Był zawadiaką, wyrywnym ejbrem (osiłkiem), bywalcem tamtejszych knajp i komisariatów.

Już we wczesnej młodości przylgnęła do niego ksywa "Ślepy Antek" lub "Antek Ślepok", bo stracił w bójce oko. Bił się chętnie i często, a w 1937 r. w jednym z lokali na poznańskim Starym Mieście zranił ciężko nożem znajomego, za co poszedł na rok do więzienia.

Nie był rodowitym poznaniakiem - urodził się w 1901 r. w Wierzenicy, kilkanaście kilometrów od stolicy Wielkopolski, w bardzo biednej rodzinie i już po czwartej klasie szkoły powszechnej musiał iść do pracy.

W Poznaniu osiadł w 1919 r. - zatrudnił się jako woźnica w firmie przewozowej Hartwig, dorabiał też drobnym handlem. Z żoną Józią, którą poznał już w Poznaniu, wychowywał córkę i dwóch synów.

Ejber zostaje patriotą

Gdy po klęsce wrześniowej Wielkopolska wraz z Poznaniem została wcielona do Rzeszy, stając się Warthegau (Krajem Warty), w "Antku Ślepoku" obudził się patriota - wracając z roboty, nucił sobie pod nosem "Mazurka Dąbrowskiego" albo kazał synowi grać go na organkach. Mogło się to skończyć tragicznie, bo za takie gesty groził obóz koncentracyjny.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej