W 1937 r. członkowie Narodowej Organizacji Bojowej, bojówki ONR Falanga, zaatakowali pochód pierwszomajowy Bundu, żydowskiej partii socjalistycznej. Była to, jak wspominał po latach ówczesny szef NOB Zygmunt Przetakiewicz, jedna z "akcji bojowych", które miały skierować Polskę na drogę rewolucji narodowo-radykalnej.

Zadymiarze II RP - część 1.



Pałką i petardą

Do ataku doszło w sercu żydowskiej dzielnicy Warszawy - pomiędzy Nalewkami i Smoczą. Relacja Przetakiewicza nie pozostawia wątpliwości, kto był napastnikiem: Atak polegał na oddaniu w górę strzałów, aby wywołać popłoch i zamęt. Bojowcy Bundu odpowiedzieli również strzałami w górę (...). Już po wojnie zaczęto twierdzić, że zginęło wtedy dziecko żydowskie. Wówczas nic nam nie było wiadome, choć teoretycznie ktoś mógł być raniony, bo po obu stronach ulicy stały wysokie kamienice, a na balkonach kręciło się trochę ciekawskich.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej