Król August III Wettyn prowadził bardzo uregulowany tryb życia. Wstawał o trzeciej nad ranem, wypijał filiżankę czekolady i przystępował do pracy: czytał depesze i dokumenty nadesłane poprzedniego dnia. O siódmej wypijał filiżankę herbaty. Przyjmował hrabiego Wackerbartha i słuchał znoszonych przez niego plotek. O ósmej przyjmował hrabiego Brühla, który referował mu wykonanie poleceń i omawiał sprawy państwowe.

Do jedenastej August przyjmował ministrów saskich i polskich, a następnie, jak relacjonował Jędrzej Kitowicz (1727-1804), niezrównany kronikarz czasów saskich: Szedł do kaplicy przez salę, w której się panowie o godzinie 11 punktualnie zgromadzali i przez długi kurytarz do kaplicy na boku pałacu stojącej prowadzący, z rękami wyciągniętymi, w które go szeregi panów i szlachty, z obu stron uszykowane, całowały. Kto z pospolitych obywatelów miał jaką suplikę do króla, podawał mu ją podczas tego marszu, nisko nachylony, albo na jedno kolano przyklęknąwszy. Król odebrawszy suplikę oddawał paziowi za sobą idącemu, a paź odnosił ją do ministra, który podług woli swojej imieniem królewskim dawał na nie odpowiedzi albo też w kąt zarzucał, za nic warte lub natrętne uznane.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej