51-letni następca tronu Austro-Węgier przyjechał do stolicy podporządkowanej Wiedniowi Bośni z żoną Zofią von Hohenberg, hrabianką wywodzącą się z czeskiej rodziny szlacheckiej Chotek. Przyjechali tam wprost z manewrów wojsk austro-węgierskich. Była bezchmurna, ciepła niedziela 28 czerwca 1914 r., gdy punktualnie o godz. 10.05 pociąg zatrzymał się przed bramą wojskowego obozu warownego.

Oprócz żony arcyksięciu towarzyszyli m.in. wojskowy gubernator Bośni i Hercegowiny gen. Oskar Potiorek i szef jego sztabu hrabia Erich Merizzi. Z dworca kolumna sześciu samochodów pojechała do ratusza na uroczystości powitalne. Program wizyty oraz trasa przejazdu były powszechnie znane, bo podały je gazety, apelując przy tym o ozdobienie domów. Gdy Franciszek Ferdynand z żoną jechali do ratusza, na ulice wyległy tłumy.

Wśród gapiów było siedmiu członków serbskiej organizacji terrorystycznej Czarna Ręka. Tego dnia aż pięciokrotnie będą próbowali zgładzić arcyksięcia - dopiero ostatnia próba okaże się skuteczna.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej