Helena Rubinstein niewątpliwie wyprzedziła Elizabeth Arden, kiedy jako pierwsza odeszła z tego świata. Na ostatnie pożegnanie w nowojorskim zakładzie pogrzebowym Campbella cesarzową piękna ubrano w kostium z brokatem od Yves'a Saint Laurenta i ulubione czarne perły. Makijaż zrobiła zmarłej chlebodawczyni najlepsza wizażystka z nowojorskiego salonu. Słynne perły zauważono jednak parę miesięcy później na szyi jednej z kuzynek Heleny podczas przyjęcia w Nowym Jorku - w czym więc ostatecznie pochowano Madame Rubinstein, pozostało tajemnicą.

Półtora roku później w tym samym zakładzie pogrzebowym żegnano Elizabeth Arden. Ponieważ uwielbiała kolor różowy, pochowali ją w różowej sukni od Oscara de la Renty. Wizażysta z jej salonu Włoch Pablo był tak przerażony perspektywą robienia makijażu nieboszczce, że zwrócił się do adwokata. Gdy usłyszał, że nie straci pracy, bo kontrakt nie przewidywał malowania do trumny, odmówił tej ostatniej posługi.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej