Był 2 lipca 1938 r., przed cerkwią we wsi Przeorsk niedaleko Tomaszowa Lubelskiego stanął wicestarosta powiatu i wójt gminy Majdan Górny. Obejrzeli świątynię i oświadczyli miejscowym prawosławnym, że jeśli przejdą na katolicyzm, to cerkiew zostanie. Jeżeli nie, to zostanie zburzona. Ale nikt się nie zgłosił, by zostać katolikiem.

Dwa dni później o trzeciej nad ranem pod cerkwią zjawiło się sześciu policjantów z robotnikami. Mimo wczesnej pory zbiegli się wszyscy prawosławni ze wsi, by bronić cerkwi. Policjanci bili, wójt pojechał po kolejnych robotników.

Kolejna delegacja ze starostwa w Tomaszowie obiecała, że jeśli 90 proc. wieśniaków przejdzie na katolicyzm, to cerkiew zostanie nietknięta, tylko zamieniona na kościół. I znów nikt nie zmienił wyznania.

9 lipca wcześnie rano do wsi przyjechało 50 policjantów i robotnicy. Policjanci rozeszli się po wsi, by pilnować, żeby nikt nie wychodził z chat. Robotnicy podpiłowali dzwonnicę, a drewnianą świątynię zburzyli. Deski, belki i dzwony cerkiewne wywieziono na posterunek policji w Majdanie Górnym.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej