Szesnastego sierpnia 1942 r. na stadionie w Beuthen (dziś Bytom) dobiega końca mecz Niemcy - Rumunia. Jest już 6:0 dla niemieckich piłkarzy. Na trybunach ponad 50 tys. ludzi, siedzą głowa przy głowie. Wśród nich są 15-letni Gerard Cieślik i 10-letni Ernest Pohl - pierwszy w przyszłości zostanie gwiazdą Ruchu Chorzów, drugi - Górnika Zabrze.

Tak jak wielu innych nie przyszli na stadion, by być świadkami kolejnego triumfu reprezentacji III Rzeszy, ale po to, by zobaczyć "Eziego", najlepszego piłkarza, jakiego widzieli w życiu. "Ezi", czyli Ernest Wilimowski, nie zawiódł - trzy minuty przed końcem strzelił siódmą bramkę dla Niemiec.

Jest najsławniejszym piłkarzem na bytomskim boisku, a miejsce w historii wywalczył sobie cztery lata wcześniej podczas mistrzostw świata, kiedy zdobył cztery gole w jednym meczu. Nikt wcześniej takim wyczynem się nie popisał i długo się nie popisze...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej