Po niemieckiej stronie trwały ostatnie przygotowania, żołnierze rozpakowywali ostatnie skrzynie z amunicją, artylerzyści studiowali mapy z zaznaczonymi pozycjami wroga. I wtedy na zaskoczonych Niemców zaczęły spadać tysiące pocisków artyleryjskich, które ich masakrowały, niszczyły sprzęt i linie telefoniczne. Powodzenie jednego z najbardziej śmiałych planów Wehrmachtu zawisło na włosku.

Radziecka niespodzianka

70 lat temu, 5 lipca 1943 r. nad ranem miała rozpocząć się operacja "Cytadela" - atak 770 tys. żołnierzy wspieranych przez 2,5 tys., a może 2,9 tys., czołgów i 1,7 tys. samolotów - która miała wziąć w kleszcze armie radzieckie broniące Kurska, miasta będącego ważnym węzłem kolejowym 600 km na południowy zachód od Moskwy. Zakładane przez Niemców szybkie okrążenie i zniszczenie przeciwnika miało ponownie przechylić szalę zwycięstwa na Froncie Wschodnim na stronę III Rzeszy.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej