Rudolf II był samotny i opuszczony przez dworzan i dzieci, kiedy umierał w styczniu 1612 r. Brat Maciej pozbawił go dziedzicznych koron Habsburgów, a na koniec wyrzucił z zamku na praskich Hradczanach. Ze wszystkich splendorów dynastii został mu tylko cesarski tytuł, po który Maciej także wyciągał swą chciwą rękę.

Cesarz przeczuwał nadchodzącą śmierć. Niedługo przed nim zdechł jego ukochany tresowany lew, a rychły zgon przepowiedział mu astrolog i astronom Tycho de Brahe, wybitny uczony i awanturnik ze złotą protezą w miejscu nosa utraconego w pojedynku.

Swoje państwa Rudolf pozostawiał następcy w fatalnym stanie. Rzesza Niemiecka, której nominalnie był suwerenem, oraz Austria, Czechy i Węgry, którymi Habsburgowie rządzili realnie, znajdowały się na skraju wojny domowej pomiędzy protestantami i katolikami. Znaczną część Węgier okupowali Turcy zagrażający chrześcijańskiej Europie, a cesarz nie potrafił skłonić sejmu Rzeszy do uchwalenia podatków na obronę granic (protestanci uważali skądinąd, że Turcy to kara Boża za grzechy i błędy katolików). Nie potrafił okiełznać arystokratów, a pieniądze zamiast na wojsko wydawał na astrologów, alchemików i dzieła sztuki.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej