Rankiem 8 stycznia 1943 r. spod celi nr 66 w Forcie VII hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w Poznaniu ruszyło na stracenie 24 mężczyzn. Byli członkami konspiracyjnej organizacji Związek Odwetu zajmującej się produkcją broni bakteriologicznej i toksyn przeciw Niemcom. Na czele szedł najważniejszy z nich - lekarz Franciszek Witaszek. Według jednych to on zaintonował ''Jeszcze Polska nie zginęła'', a według innych - ''U drzwi Twoich stoję, Panie''.

Na podwórzu fortu do mężczyzn dołączyło sześć kobiet - łączniczek i laborantek. Niemcy poprowadzili ich do oświetlonego żarówką bunkra, gdzie czekały haki z linami zwisającymi spod sufitu. Przed śmiercią skazańcy dowiedzieli się, że niebawem zginą też ich rodziny.

Kilka miesięcy wcześniej Związek Odwetu przeprowadził najbardziej spektakularną akcję w swej krótkiej historii. Doprowadziła ona do wściekłości niemieckie władze okupacyjne i postawiła na nogi całe gestapo.

Śmierć w kawie

Zaszyfrowana informacja, która wiosną 1942 r. przyszła z Paryża, postawiła na nogi poznańską komendę Armii Krajowej - do Poznania przyjedzie pięciu wysokich rangą oficerów Abwehry, będą w mieście tylko kilka dni, a potem pojadą na Wschód. Zapadła decyzja: zlikwidować.

Od działalności lokalnej do zorganizowanej: Od działalności lokalnej do zorganizowanej


Od razu zostają zaalarmowani wywiadowcy Związku Odwetu, którzy ustalają, że oficerowie są już w mieście i codziennie po pracy spotykają się w lokalu Café Sim przy Wilhelmstrasse (Aleje Marcinkowskiego). To ekskluzywna restauracja nur für Deutsche (tylko dla Niemców), pracują w niej jako kelnerzy Stanisław Witkowski i Hieronim Schoepke, członkowie Związku Odwetu.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej