Grypa, która w latach 1918-19 obiegła obie półkule, wykorzystała stworzoną przez człowieka cywilizację przeciwko swoim ofiarom. Przemieszczała się z kontynentu na kontynent na pokładach statków, a potem pociągami z jednego kraju do kolejnego. Poprzednie epidemie grypy - tylko w XIX wieku lekarze odnotowali ich dziewięć - miały na ogół ograniczony zasięg. Wyjątkiem była ta z 1847 r. zapoczątkowana w Rosji, która dotknęła połowę mieszkańców Paryża i zabiła aż 250 tys. londyńczyków. Przez kilka następnych dziesięcioleci wydawało się, że ludzkość będzie już miała z grypą spokój.

I wtedy właśnie, pod koniec pierwszej wojny światowej, uderzyła. Zachorował na nią co trzeci, a w niektórych krajach nawet co drugi człowiek. Dokładnej liczby ofiar śmiertelnych nie udało się ustalić - podaje się, że było ich od 20 do 100 mln na kilku kontynentach, podczas gdy w latach 1914-18 na frontach zginęło nie więcej niż 9 mln ludzi.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej