Około 4 na ranem na strażnicę i sztab kompanii KOP w Leonpolu nad Dźwiną spada grad pocisków. Nacierają trzy kompanie, które wspiera pociąg pancerny. Polacy szybko odpowiadają ogniem.

Walka była nierówna - relacjonował trzynastoletni wówczas Julian Białowąs, który był w Leonpolu. - Bolszewików były setki, a z naszej strony kilka dwuosobowych patroli oraz słaby odwód kompanii i nieliczna załoga strażnicy (...). Chłopcy po nierównej walce wycofali się do lasu na południe od Leonpola. Straty po naszej stronie wyniosły trzech zabitych. Zginął ranny w obie nogi erkaemista, który zacisnąwszy je paskiem od spodni, bronił się do wyczerpania amunicji. Młody porucznik [Witold Połoński] tylko w koszuli biegł z kwatery prywatnej do budynku kompanii. Prawie u celu został osaczony przez napastników. Zabił trzech, ale sam został zakłuty bagnetami...

W sztabie Śmigłego

Wiadomość o sowieckiej agresji zaskakuje naczelnego wodza - w kwaterze w Kołomyi marszałek Edward Rydz-Śmigły gorączkowo naradza się ze sztabowcami. Wrażenie jest piorunujące, zwłaszcza że jeszcze poprzedniego dnia Śmigły snuł wizję zbudowania linii oporu na tzw. przedmościu rumuńskim - chciał się tam bronić do czasu ofensywy Francuzów i Brytyjczyków, licząc, że sprzęt wojskowy z Zachodu będzie przychodzić przez sojuszniczą Rumunię.

Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia (...) - wspominał szef sztabu gen. Wacław Stachiewicz. - Było jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski.

Śmigły wie, że Sowietów nie ma jak odeprzeć. Wprawdzie na wschód od Bugu jest jeszcze ćwierć miliona żołnierzy, ale to z reguły kiepsko wyposażone oddziały rezerwowe, które próbują przebijać się na południe. Liczącej 1400 km granicy z ZSRR bronią przetrzebione bataliony KOP.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej