Około 4 na ranem na strażnicę i sztab kompanii KOP w Leonpolu nad Dźwiną spada grad pocisków. Nacierają trzy kompanie, które wspiera pociąg pancerny. Polacy szybko odpowiadają ogniem.

Walka była nierówna - relacjonował trzynastoletni wówczas Julian Białowąs, który był w Leonpolu. - Bolszewików były setki, a z naszej strony kilka dwuosobowych patroli oraz słaby odwód kompanii i nieliczna załoga strażnicy (...). Chłopcy po nierównej walce wycofali się do lasu na południe od Leonpola. Straty po naszej stronie wyniosły trzech zabitych. Zginął ranny w obie nogi erkaemista, który zacisnąwszy je paskiem od spodni, bronił się do wyczerpania amunicji. Młody porucznik [Witold Połoński] tylko w koszuli biegł z kwatery prywatnej do budynku kompanii. Prawie u celu został osaczony przez napastników. Zabił trzech, ale sam został zakłuty bagnetami...

W sztabie Śmigłego
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej