Około 4 na ranem na strażnicę i sztab kompanii KOP w Leonpolu nad Dźwiną spada grad pocisków. Nacierają trzy kompanie, które wspiera pociąg pancerny. Polacy szybko odpowiadają ogniem.

Walka była nierówna - relacjonował trzynastoletni wówczas Julian Białowąs, który był w Leonpolu. - Bolszewików były setki, a z naszej strony kilka dwuosobowych patroli oraz słaby odwód kompanii i nieliczna załoga strażnicy (...). Chłopcy po nierównej walce wycofali się do lasu na południe od Leonpola.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej