1904 r., symboliczne piękno kwiecia i piękno modelki być może rozmijają się, nie pasują do siebie. Dziewczyna mocno zaciska prawą dłoń w pięść

Nikogo nie powinna zmylić ani niebieska, skromna, dziewczyńska sukienka zebrana wysoko w talii, ani niewinna dziecięca wstążka spinająca pukle rudawych włosów na prawej skroni, ani fryzura, nielicująca z powagą aspirującej do dorosłości panny, stosowna raczej w przypadku dziecka.

Choć Eliza Pareńska miała wtedy 16 lat, Stanisław Wyspiański nie dał się zwieść infantylnemu stylowi narzuconemu dziewczynie przez jej matkę, także Elizę. Panna ma wyraziste rysy twarzy, ani śladu w nich dziecięcej pucołowatości. Pięknie wykrojone, wyraziste oczy są niezwykle poważne, właściwie nawet smutne. To oczy dorosłej kobiety, a nie 16-letniego podlotka.

Wyspiański namalował pastelami portret Elizy Pareńskiej, zwanej Lizką, w otoczeniu kwitnących pelargonii. Rozkwitająca, zamyślona piękność w otoczeniu rozkwitających kwiatów - oto piękny, nastrojowy, niewinny świt kobiety. Ale czy naprawdę?
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej