W 1967 roku w małym zachodnioafrykańskim kraju Sierra Leone, który niedawno jeszcze był brytyjską kolonią, władzę przejęła Partia Kongresu Wszystkich Ludzi. Jej przywódca Partia Kongresu Wszystkich Ludzi. Jej przywódca Siaka Stevens został prezydentem i przeszedł do historii jako jeden z niewielu przywódców, którzy nie tylko nie budowali dróg i kolei, lecz przeciwnie: kazali je rozbierać.

Po Brytyjczykach pozostała linia kolejowa łącząca stolicę Freetown z terenami plemienia Mende w głębi kraju. Dzięki niej kawa, kakao i diamenty przywożone były do portu we Freetown koleją. Na polecenie Stevensa linia została rozebrana, a tory i zwrotnice skrupulatnie zniszczone. Dlaczego? Bo plemię Mende sprzyjało Ludowej Partii Sierra Leone, która była głównym rywalem Kongresu Wszystkich Ludzi. Stevens uznał, że warto zniszczyć jedną z kilku linii kolejowych w kraju, aby osłabić plemię Mende.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej