Demonstranci na wileńskim placu Napoleona domagają się od Kowna przyjęcia polskiego ultimatum w sprawie nawiązania stosunków. Marzec 1938 r.

Wczesny ranek 11 marca. Około godz. 5 w pobliżu wsi Wiersze Radówka (Wileńszczyzna) szeregowy Stanisław Serafin z Korpusu Ochrony Pogranicza ściga dwie osoby przekraczające nielegalnie granicę z Litwą. W ciemnościach żołnierz przechodzi na stronę litewską i zostaje postrzelony przez litewskiego pogranicznika. Litwini próbują ratować Polaka, ale umiera z wykrwawienia.

Litwinie, pamiętaj, że zdradziecki Polak...

Nie jest to pierwszy tragiczny incydent na polsko-litewskim pograniczu. Stan napięcia na nieuznawanej przez Litwę granicy trwa od października 1920 roku, kiedy to oddziały generała Lucjana Żeligowskiego zajęły Wilno, miasto, w którym Polacy stanowili przytłaczającą większość, a Litwini - parę procent mieszkańców. Stosunki są odtąd lodowate, żaden z krajów nie utrzymuje na terytorium sąsiada nawet poselstwa, czyli najniższego rangą przedstawicielstwa dyplomatycznego.

Od 1927 r. w konstytucji litewskiej jest zapis, że stolicą jest Wilno, a Kowno pełni czasowo funkcję stołeczną. W Muzeum Wojny w Kownie stoi obelisk z napisem: "Litwinie. Pamiętaj, że zdradziecki Polak odebrał Tobie Wilno - Twoją stolicę".

Ponieważ wypadki na granicy są chlebem powszednim, Litwini mają nadzieję, że również w marcu 1938 r. uda się wyjaśnić śmierć żołnierza KOP. Mylą się. 13 marca na umówione spotkanie na moście granicznym w Oranach nie stawia się żaden przedstawiciel KOP.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej