Czwartek 28 czerwca 1956 r., Poznań. Od 6 rano na ulicach słychać tupot drewniaków o bruk - na plac Stalina, dziś Mickiewicza, ciągną robotnicy z Zakładów im. Józefa Stalina (przedwojennego Cegielskiego). Dołączają do nich pracownicy innych fabryk. Niosą transparenty: "Chcemy chleba", "Chcemy jeść", "Precz z Ruską Demokracją". Robotnicy żądają obniżenia wyśrubowanych norm produkcyjnych, wypłaty potrącanego od lat podatku i podwyżek. Wchodzą na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, wywołując sensację wśród korespondentów prasy zachodniej. W świat idą relacje o robotniczym buncie w Poznaniu i o zdobyciu przez demonstrantów gmachu Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Leje się krew.

Do Poznania dojeżdża tymczasem 43-letni wówczas Edward Gierek, świeżo upieczony sekretarz Komitetu Centralnego PZPR ds. ekonomicznych. Pod Poznaniem jest około godziny 10 i od razu dostaje się w wir wydarzeń.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej