Biznes budowany przez pokolenia

Anna Gorczyca
24.06.2016 11:30
A A A
Anna i Robert Szelcowie z Krosna

Anna i Robert Szelcowie z Krosna (archiwum rodzinne)

W firmie Andrzeja i Haliny Szelców z Leska córki Maria i Romualda od dzieciństwa były przygotowywane do pracy z rodzicami. Anna i Robert Szelcowie z Krosna, zanim przejęli firmę założoną przez mamę Marię, zajmowali się innymi biznesami.
Rodzinne firmy kojarzą się nam z tradycją, wysoką jakością, rzetelnością, wiarygodnością i uczciwością. Tak wynika z raportu "Polacy o firmach rodzinnych" opracowanego na zlecenie Fundacji Firmy Rodzinne. Właściciele firm rodzinnych zostali scharakteryzowani jako osoby przedsiębiorcze, pracowite, zaradne i kreatywne. W taki obraz znakomicie wpisują się dwie firmy z Podkarpacia, znajdujące się na tym portalu.

To dwie rodziny Szelców. Jedna jest w Krośnie, druga w Lesku.

- Jesteśmy rodziną. Maria Szelc z Krosna to żona mojego brata - mówi Andrzej Szelc, współwłaściciel Piekarni-Cukierni "Szelców" z Leska. Ich Słodki Domek - cukiernię i kawiarnię znajdującą się na granicy Leska - znają nie tylko miejscowi, ale również turyści jadący w Bieszczady. Do Leska trafił przed laty, bo stąd pochodzi jego żona Halina. W założeniu pierwszego biznesu - kawiarni z cukiernią - pomógł im teść. Był rok 1970. Jak wspomina pan Andrzej, teść służył później wielokrotnie radą, ale do zarządzania firmą zapisaną na zięcia bezpośrednio się nie angażował. Od początku w pracy pomagała mu żona Halina. W kawiarni-cukierni Szelców sprzedawano ciastka, lody i kawę w szklankach. - Tyle kaw, ile wtedy sprzedawaliśmy, nie sprzedajemy nawet teraz w Słodkim Domku - wspomina.

Pod koniec lat 80. zaczął budować w Posadzie Leskiej cukiernię, ale gdy w 1989 r. zmieniły się warunki gospodarcze, zamiast cukierni zaczął budować piekarnię. W 1995 r. w Posadzie gotów był budynek, w którym na dole była piekarnia, na piętrze cukiernia, a w jednym segmencie mieszkanie Szelców. W kolejnych latach ich nazwisko pojawiło się na piekarni w Olszanicy, kupili budynek GS w Lesku. Do wyremontowanego obiektu przenieśli piekarnię, a w budynku w Posadzie powstał dom weselny, restauracja i hotel. Obok stanął Słodki Domek, cukiernia i kawiarnia. - A teraz koło restauracji budujemy wiatę grillową. Dla tych, którzy niekoniecznie chcą jeść w restauracji - mówi Andrzej Szelc.

Firma jest wspólną własnością Andrzeja, Haliny oraz Romualdy i Marii. Wszyscy razem pracują i razem korzystają z pieniędzy. Pani Halina trzyma całą kasę, ale ster w firmie należy do Andrzeja. - Dopóki jeszcze jestem w firmie, to ja podejmuję najważniejsze decyzje - potwierdza. Przyznaje, że jest trudnym, wymagającym ojcem. W chwili refleksji mówi, że nie dociera do niego, że córki mogą mieć inną wizję niż on. - Ja byłem od młodości samodzielny, realizowałem swoje plany i marzenia, a chciałbym, żeby córki realizowały moje - stwierdza.

Córki podzieliły się zadaniami. Starsza, Romualda, dogląda pracy w piekarni. Młodsza, Maria, pomaga w zarządzaniu firmą, zajmuje się dostawcami, odbiorcami. Prowadzi sprawy kadrowe - wynagrodzenia, urlopy pracowników. Obecnie firma zatrudnia około 150 osób.

Obydwie od małego uczestniczyły w życiu firmy. Gdy rodzice sprzedawali lody, Romualda leżała w wózku obok lady. Jako kilkulatka chodziła z ojcem wyrabiać ciasto. Potem pomagała w cukierni, na budowie. A gdy rodzice zajęci byli pracą, musiała przejąć obowiązki w domu. Po cichu trochę się buntowała, marzyła, żeby po podstawówce iść do szkoły fryzjerskiej. Ale uległa rodzicom, którzy nalegali, żeby została cukiernikiem, bo jest potrzebna w firmie.

Maria stwierdza, że ona nigdy nie wyobrażała sobie innej pracy niż w firmie rodziców. - Trzeba robić to, co się kocha i ja to robię. Bardzo dużo zawdzięczam swoim rodzicom. Nauczyli nas pracowitości i szacunku dla innych. Ojciec zawsze stawia pracowników na pierwszym miejscu. Najpierw to oni muszą dostać pensje, musi być zapłacony ZUS, a my jesteśmy na końcu. Ale nie żałuję ani jednego dnia spędzonego w firmie. Choć czasem mamy dość, bo o firmie rozmawiamy, spotykając się na obiedzie u mamy, nawet w czasie wigilii - opowiada.

A kto przejmie firmę po Romualdzie i Marii? Każda z nich ma syna. Ale synowi Romualdy bliższe są tradycje rodzinne swojego ojca. Studiuje ratownictwo medyczne i nie myśli o prowadzeniu biznesu ciastkarsko-piekarniczego. - Ale prof. Andrzej Blikle też nie zajmował się rodzinną firmą. Zrealizował swoje ambicje zawodowe, został profesorem i wrócił do biznesu dziadków. To kto wie, jak będzie u nas - mówi Maria Szelc. Jej syn jest jeszcze mały, ale może on pójdzie w ślady dziadka?

Pierożek w Krośnie to dzieło pani Marii Szelc. Przez wiele lat zajmowała się gastronomią, ale na tzw. państwowej posadzie. W 1995 r. założyła własną firmę, oferując klientom potrawy przyrządzane na podstawie sprawdzonych rodzinnych receptur. Sztandarowym produktem stały się pierogi, ręcznie lepione, z tradycyjnymi farszami. W prowadzeniu firmy pomagała jej córka Anna Szelc-Dyląg, która w międzyczasie prowadziła również swoją działalność. Syn Robert Szelc miał kilka sklepów. - Zrezygnowałem z nich, gdy mama zapowiedziała, że chciałaby przejść na zasłużoną emeryturę - mówi Robert Szelc.

Pani Anna dodaje: - W 2010 r. razem z bratem postanowiliśmy kontynuować tę tradycję i założyliśmy firmę pod nazwą AR Szelc, która jest właścicielem marki PIEROŻEK. Przejęliśmy nie tylko markę, ale przede wszystkim sprawdzone babcine przepisy. Mama służy radami, ale do rządów w firmie się nie miesza, chociaż cała załoga pozostała z nami.

W Pierożku nadal głównym produktem są pierogi: ruskie, z mięsem, kapustą, słodkim serem oraz z owocami, ale wytwarzane są również gołąbki, krokiety, naleśniki. - Nie poszliśmy w produkcję mechaniczną. Nadal wszystko odbywa się ręcznie. Zdecydowaliśmy się pójść jeszcze dalej i zadbaliśmy o certyfikację produkcji ekologicznej i stworzyliśmy nową markę EKOPIEROŻEK. Surowce, z których wyrabiane są nasze produkty, rodzą się w czystej, niczym nieskażonej ziemi. Ziemniaki kupujemy od rolnika, który doskonale wie, że nie może podsypywać ich nawozem. Urosną mniejsze, a my i tak zapłacimy za nie wyższą cenę, bo znamy ich wartość - opowiada Robert Szelc.

Ekologiczne wyroby krośnieńskiej firmy trafiają do sieci marketów Organic Farma Zdrowia, która ma sklepy w największych miastach Polski, jak i do wielu mniejszych punktów detalicznych. - Produkty ekologiczne są trochę droższe, trudniej je sprzedać. Ale taki kierunek rozwoju wybraliśmy - mówi Robert Szelc.

Nie tylko certyfikaty ekologiczne są powodem do dumy dla właścicieli Pierożka. Ich "bieszczadzkie pierogi z jabłkami i cynamonem" zostały w 2013 roku nagrodzone na Polagrze w konkursie Polski Producent Żywności; są również wpisane na ministerialną listę produktów tradycyjnych. Jeszcze za czasów pani Marii pierogi z Krosna zaczęto sprzedawać w londyńskich sklepach. - Nadal wysyłamy tam nasze wyroby. Moglibyśmy nawet poszerzyć sieć sprzedaży, ale chcemy być lojalni wobec naszego dotychczasowego dystrybutora - dodaje Robert Szelc.

Czy ich dzieci przejmą po nich firmę? - Chyba prędzej wnuki, bo my jesteśmy jeszcze dość młodzi i mam nadzieję, że jeszcze trochę popracujemy w firmie - śmieje się Robert Szelc.

Zobacz także
  • Znamy już Polskie Firmy Przyszłości

    Przez trzy miesiące prowadziliśmy akcję Polska Firma Przyszłości. Pokazywaliśmy polski biznes, jego mocne i słabe punkty. Przedstawialiśmy ludzi - liderów mikro: małego i średniego biznesu. W specjalnym Rankingu Polska Firma Przyszłości kapituła konkursu wyłoniła najlepsze mikrofirmy oraz z sektora MSP w kategorii Lider Produkcji oraz Lider Usług. Na gali finałowej, która odbyła się wczoraj, poznaliśmy laureatów ogólnopolskich i zwycięzców regionalnych.

    Poznajcie PEŁNĄ LISTĘ laureatów regionalnych i ogólnopolskich Rankingu.