Rząd ma zakazać sprzedaży najbardziej trujących pieców i węgla

Dominika Wantuch
15.06.2016 03:00
A A A
Dym z komina

Dym z komina (MICHAL LEPECKI)

Rząd chce zakazać sprzedaży najbardziej trujących pieców i ograniczyć handel najgorszej jakości węglem. Polska jest jednym z nielicznych krajów, który nie ma żadnych regulacji w tej sprawie
Standardy emisyjne dla kotłów węglowych mają wejść w życie w 2017 r. Cel? - Poprawa jakości powietrza w Polsce. Czas pomyśleć o zdrowiu - mówi Jadwiga Emilewicz, wiceminister resortu rozwoju.

Polska jest w czołówce najbardziej zanieczyszczonych państw Europy, a Komisja Europejska za unoszące się w powietrzu trujące pyły (PM10 i PM2,5) oraz rakotwórczy benzo(a)piren grozi nam miliardowymi karami.

Pyły i benzo(a)piren pochodzą głównie z domowych kopciuchów - kotłów wykonanych w technologii z XIX wieku, których mamy w kraju ponad 3,5 mln. Każdego roku sprzedawanych jest ok. 150 tys. kolejnych. Polska jest bowiem największym producentem kotłów w Europie i jednocześnie jednym z nielicznych krajów, który nie stawia im żadnych wymogów. Dlatego produkowane u nas kopciuchy trafiają do krajowych odbiorców, a kotły spełniające unijne wymogi jadą m.in. do Niemiec i Austrii.

- To katastrofa dla polskiego powietrza - mówi Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego, organizacji od wielu lat domagającej się wprowadzenia wymogów dla kotłów.

Stosowane w 70 proc. polskich domów kopciuchy emitują nawet 600 mg pyłów w 1 m sześc. zanieczyszczeń. Niemcy czy Austriacy dopuszczają do sprzedaży kotły, które emitują maksymalnie 20 mg.

Czesi zaczęli batalię ze smogiem w 2014 r. Teraz sprzedają wyłącznie kotły III klasy, które emitują ok. 125 mg na 1 m sześc. zanieczyszczeń. Kto nie ma takiego w domu, ma czas na wymianę do 2024 r. Państwo oferuje program wsparcia.



Wymiana kopciuchów rozłożona na lata

W Polsce wymiana kopciuchów ma być też rozłożona na lata. Cena kotła IV klasy to koszt ok. 8 tys. zł. Jeśli polscy producenci będą mogli sprzedawać ich więcej, cena być może spadnie, ale dla wielu to i tak będzie duży wydatek. Ministerstwo Rozwoju chce objąć regulacjami wszystkie kotły na paliwa stałe o mocy poniżej 1 MW, czyli te montowane w domach, szkołach, ośrodkach zdrowia czy budynkach użyteczności publicznej. Przepisy będą dotyczyć poziomu emisji, konstrukcji kotłów i ich efektywności.

- Do użytku będą dopuszczone tylko piece automatyczne, bo do nich nie można wrzucić śmieci i byle jakiego węgla - podkreśla Jadwiga Emilewicz. W takich piecach to podajnik pobiera paliwo ze zbiornika i dozuje je na palenisko. Wrzucenie mułu albo odpadów blokuje podajnik.

Ministerstwo Energii chce zakazać spalania najbardziej szkodliwych odpadów węglowych.

- Wymagania zawartości siarki, wartości opałowej, wymiaru ziarna czy zawartości wilgoci będą dotyczyć węgla kamiennego, brykietów, pelletów zawierających co najmniej 90 proc. węgla kamiennego, paliw bezdymnych i odpadów węglowych: mułów i flotokoncentratów - mówi Mariusz Kozłowski z ME. Odpady węglowe powinny być spalane tylko w specjalnych zakładach wyposażonych w maszynerię filtrującą spaliny. Elektrownie nie mają odpowiednich urządzeń (Jastrzębska Spółka Węglowa dopiero rozważa budowę pierwszego takiego zakładu w Rybniku). Odpady węglowe wysyłane są więc do sprzedaży detalicznej - kopalnie robią to, bo mogą, a przy okazji łatają swoje finanse.

- Polska potrzebuje norm, a paliwa spalane w gospodarstwach domowych powinny mieć nie więcej niż 0,8 proc. siarki - powtarza od wielu lat Krystyna Kubica, wieloletni dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla i pracownik Politechniki Śląskiej. - Takie normy mieliśmy do 2004 r., ale zlikwidowaliśmy je, wchodząc do Unii Europejskiej i obiecując wprowadzenie nowych, zgodnych z unijnym prawodawstwem. Nie mamy ich od 12 lat.

Najwyższa Izba Kontroli apelowała o ich wprowadzenie już ponad 10 lat temu.

W 2014 r. próby przyjęcia norm podjął rząd PO-PSL. Propozycje wywołały protest kopalni Bogdanka i Tauronu. Rząd ugiął się pod naciskami górników.

Więcej o:
Zobacz także

O naszej akcji

Polskie powietrze jest najbardziej zanieczyszczone w Unii Europejskiej. Jesteśmy czarną plamą na unijnej mapie. Efektem tej sytuacji są tysiące przedwczesnych śmierci i zwiększona liczba zachorowań na choroby płuc, serca i nowotwory. W Polsce z powodu zanieczyszczeń powietrza w ciągu roku przedwcześnie umiera 46 tysięcy osób.

W 2016 r. w ramach akcji społecznej "Oddychać po ludzku" organizowanej przez 'Gazetę Wyborczą', chcemy skupić się m.in. na zwiększeniu świadomości Polaków dotyczącej przyczyn i skutków zanieczyszczenia powietrza, wdrażaniu ustawy antysmogowej przez samorządy oraz zachęcaniu do korzystania z komunikacji miejskiej i ekologicznego transportu.