Smog? Alarmu u nas nie usłyszysz

Dominika Wantuch
14.11.2015 01:00
A A A
Smog w Warszawie

Smog w Warszawie (fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta)

Polska ma najgorsze powietrze w Unii Europejskiej, ale najbardziej liberalne zasady co do informowania społeczeństwa o zanieczyszczeniu.
"Często jest u was ogłaszany alarm smogowy?" - pytali na jednej z konferencji poświęconej smogowi polscy eksperci naukowców z Czech. Ci przyznali, że zdarza się to kilka razy w roku. Polacy z dumą odpowiadali: "U nas alarmów nie ma". To prawda. Od 2013 r. w Polsce nie był ogłoszony alarm smogowy. Ale powodem wcale nie jest brak zanieczyszczeń, bo mamy powietrze najgorszej jakości w Europie. Kluczem są poziomy alarmowe, które ustala resort środowiska.

W Czechach alarm smogowy ogłaszany jest, gdy średnie dobowe stężenie trującego pyłu PM10 przekracza 100 mikrogramów na metr sześcienny. We Francji stężenie pyłów na poziomie 80 oznacza alarm. We włoskiej Lombardii - 75, w Belgii - 70, na Słowacji - 150.

W takich sytuacjach Paryż ogranicza komunikację samochodową i zezwala wjeżdżać do miasta tylko autom z parzystym lub nieparzystym numerem rejestracyjnym. W Belgii ogranicza się prędkość pojazdów, wprowadza zakaz wjazdu samochodów ciężarowych oraz pozwala mieszkańcom korzystać z darmowej komunikacji miejskiej. Takie rozwiązanie wprowadza też Finlandia, a Lombardia ogranicza do minimum ruch samochodów. Gdy w Austrii stężenie pyłów przez dwa dni przekracza 100 mikrogramów na metr sześcienny, ogranicza się ruch aut z silnikami Diesla. W Belgii, i na Węgrzech wprowadza się też ograniczenia ogrzewania instytucji publicznych, a nawet domów.

Przy niższym stężeniu pyłów władze miast są zobligowane do informowania o zanieczyszczeniu mieszkańców, szpitale, przedszkola, ośrodki opieki, instytucje publiczne. Mieszkańcy powinni ograniczać wtedy przebywanie na zewnątrz.

Gdyby w Polsce poziom alarmowy był ogłaszany jak we Francji przy 80 mikrogramach na metr sześcienny stężenia pyłu PM10, Zakopane ogłaszałoby go średnio 35 razy w roku, Rybnik - 51, Warszawa - sześć, Łódź - 33, a Kraków - 100 (!).

Ale w Polsce alarm jest ogłaszany dopiero, gdy stężenie pyłów przekracza poziom, który w większości krajów europejskich jest praktycznie nieosiągalny - 300 mikrogramów na metr sześcienny. Taki poziom alarmowy wprowadził minister środowiska w 2013 r. na mocy rozporządzenia. Wcześniej alarm obowiązywał, gdy stężenie pyłów przekraczało 200 jednostek.

Obecnie przy średnim dobowym stężeniu na poziomie 200 wprowadzany jest dopiero drugi stopień zagrożenia smogowego. Taki stopień utrzymywał się w listopadzie m.in. w Krakowie, Wrocławiu, na Śląsku i w Warszawie. Miasta południowej i centralnej Polski odnotowały najwyższe zanieczyszczenie od 2012 r. Po tych wydarzeniach władze Krakowa rozważają wprowadzenie ograniczenia ruchu samochodów ciężarowych w mieście w czasie, gdy stężenie pyłów kilkukrotnie przekracza normy. Władze Śląska natomiast chcą zacząć wymieniać stare piece węglowe, które trują najbardziej.

Z kolei inicjatywa Polski Alarm Smogowy domaga się od ministra środowiska wprowadzenia niższego poziomu alarmowego, podobnego do tego w innych państwach europejskich, i informowania o zanieczyszczeniu. Przy ostatnich przekroczeniach bowiem władze miast miały problem z przekazywaniem informacji mieszkańcom, dyrektorom szpitali, żłobków czy instytucji publicznych.

Więcej o:
Zobacz także

O naszej akcji

Polskie powietrze jest najbardziej zanieczyszczone w Unii Europejskiej. Jesteśmy czarną plamą na unijnej mapie. Efektem tej sytuacji są tysiące przedwczesnych śmierci i zwiększona liczba zachorowań na choroby płuc, serca i nowotwory. W Polsce z powodu zanieczyszczeń powietrza w ciągu roku przedwcześnie umiera 46 tysięcy osób.

W 2016 r. w ramach akcji społecznej "Oddychać po ludzku" organizowanej przez 'Gazetę Wyborczą', chcemy skupić się m.in. na zwiększeniu świadomości Polaków dotyczącej przyczyn i skutków zanieczyszczenia powietrza, wdrażaniu ustawy antysmogowej przez samorządy oraz zachęcaniu do korzystania z komunikacji miejskiej i ekologicznego transportu.