Dyrygent o ojcu, sławnym pianiście: zajmował się spełnianiem marzeń [LETNIA SZKOŁA OJCÓW]

wysłuchała Monika Redzisz
25.06.2015 01:00
A A A
Paweł i Janusz Olejniczakowie

Paweł i Janusz Olejniczakowie (ARCHIWUM PRYWATNE)

Paweł Olejniczak, muzyk i dyrygent o ojcu Januszu, wybitnym pianiście: - Nigdy nie usłyszałem: "Dwója z matematyki? Masz ją poprawić na czwórkę!". Ojciec zawsze tylko chciał, żebym więcej ćwiczył na skrzypcach, ale nawet w tej dziedzinie nie potrafił być konsekwentny.
Ojciec był dla mnie mistrzem. Nut nauczył mnie wcześniej niż alfabetu i od kiedy pamiętam, w domu stał fortepian, na którym grał. To właśnie on otworzył mi oczy na świat muzyki i zaraził mnie swoją pasją.

Mój starszy brat Tomek wdał się w mamę, a ja w ojca. Kiedy byłem mały, często nie było go w domu. Dużo koncertował i jeździł po całym świecie. Wracał z Afryki - opowiadał o sawannie i słoniach; wtedy był to dla mnie prawdziwy kosmos. Zawsze dostawaliśmy od niego jakieś prezenty. Pamiętam, jak po koncertach we Włoszech przywiózł mi piłkę nożną z mistrzostw świata. Czasem nie było go bardzo długo, tak jak wtedy kiedy grał we Francji Chopina u Żuławskiego. Tęskniłem za nim, ale zawsze przecież miałem starszego brata, z którym trzymaliśmy się razem. Raz zabrał nas wszystkich ze sobą do Maroka. Spędziliśmy tam cudowne trzy tygodnie - tata, mama, Tomek i ja. To była nasza pierwsza i jedyna wspólna podróż.

Ojciec nigdy nie nauczył mnie praktycznych, "męskich" rzeczy. Tego, jak wbijać gwoździe, nauczył mnie dziadek - żołnierz i złota rączka. Tata po prostu takimi sprawami się nie zajmował. Za to raz na jakiś czas zajmował się spełnianiem moich dziecięcych marzeń. Pamiętam, jak miałem osiem lat, powiedziałem, że chciałbym polecieć samolotem. Następnego dnia lecieliśmy nad Warszawą prywatnym samolotem znajomego ojca. Pasjonowałem się również piłką nożną. Tata więc zabrał mnie na AWF, wynajął trenera i kilku piłkarzy z ligi seniorskiej, abym poczuł, jak to jest na prawdziwym meczu. Na co dzień może czasem zawodził, ale raz na pół roku robił mi taką niespodziankę, że myślałem sobie: "Wow! Mam najlepszego tatę na świecie!". Nie ma chyba nic fajniejszego dla dziecka niż takie przeżycia.


W imię ojca, córki i syna, czyli Letnia Szkoła Ojców w "Gazecie Wyborczej"

Letnia szkoła ojców w "Gazecie Wyborczej". Czego dobrego nauczyliśmy się od naszych ojców i chcemy przekazać dzieciom? Piszcie: wimieojca@wyborcza.pl

Tekstów, wywiadów, poradników specjalistów, świadectw znanych Polek i Polaków oraz czytelników "Wyborczej" szukaj na Wyborcza.pl/tata



Byłem dumny z ojca, że jest świetnym pianistą, ale również dlatego, że potrafi być dla mnie taki dobry. Moi koledzy wspominali czasami, jakie mają piekło w domu z powodu ojców, jak ich rodzice wrzeszczą i karzą za dziecięce wybryki. Mój tata nigdy mnie nie uderzył, a nawet nie podniósł na mnie głosu. Owszem, czasami denerwował się, ale w taki sposób, że to ja sam się o niego martwiłem.

Ojciec z pewnością nie był typem samca alfa. Był łagodny i troskliwy. To moja matka często przejmowała męską rolę w naszej rodzinie - jest władcza i dzielna. Z tego powodu do dzisiaj czuję przed nią respekt. Może taka była albo po prostu nie miała innego wyjścia, żyjąc z moim ojcem. Musiała przejąć wiele jego obowiązków, to ona była ta odpowiedzialna. Od niego nigdy nie usłyszałem słów: "Dwója z matematyki? Masz ją poprawić na czwórkę!". Zawsze tylko chciał, żebym więcej ćwiczył na skrzypcach, ale nawet w tej dziedzinie nie potrafił być konsekwentny i po chwili mi odpuszczał. Nie wywierał presji, nie hodował mnie na małego pianistę. Chciał mi oszczędzić problemów związanych z jego nazwiskiem, oczekiwaniami i porównaniami. Poza tym był bardzo wymagającym nauczycielem - kiedy próbował mnie uczyć gry na fortepianie, kończyło się to aferą po 10 sekundach - od razu miało być idealnie. Uczyłem się więc grać na skrzypcach, a nie na pianinie. Pamiętam, że zabronił mi obejrzenia filmu "Pluton", jak miałem ze 12 lat. Powiedział, że jestem za młody i wpłynie to negatywnie na moją wrażliwość, ale mimo to obejrzałem ten film i śniły mi się potem straszne koszmary.

Byłem szczęśliwym dzieckiem. Z dzieciństwa zapamiętałem dom pełen miłości, pomimo że rodzice w końcu się rozstali. Ojciec bywał trudny i egocentryczny. Staram się jednak patrzeć na niego jak na człowieka, który ma dziecięcą pasję. Mamie sprawiało to wiele kłopotów, ale ja go rozumiałem, bo też kochałem muzykę. Kiedy nie dotrzymywał słowa, to byłem pewien, że nie robi tego specjalnie, tylko zapomina z powodu swojego nieogarnięcia i roztargnienia. On po prostu miał swój własny świat.

Kiedy rodzice się rozwiedli, ojciec założył nową rodzinę, a nasze relacje zaczęły się zmieniać. Łamałem kolejne bariery typu palenie przy nim papierosów. Wiele razem przeszliśmy, także tragiczną i absurdalną śmierć mojego starszego brata. Po tym zdarzeniu rodzice martwili się o mnie jeszcze bardziej i już tylko na mnie skupiali całą swoją uwagę. Wyjechałem na studia do Krakowa i zacząłem szaleć. Musiałem jakoś to wszystko odreagować. Rzuciłem studia dyrygenckie i wróciłem do Warszawy. Był to rodzaj młodzieńczego buntu, taka mała wojenka ze światem.

Przez kilka lat żyłem w wytworzonym przez siebie chaosie i nie miałem na siebie pomysłu. Pewnego dnia spotkałem kolejnego swojego mistrza i nauczyciela - Jerzego Maksymiuka - i na nowo zacząłem studiować partytury. Ojciec opowiadał mi, że zachowywał się podobnie podczas swoich studiów we Francji i zawsze mi mówił: "To jest twoja droga. Musisz to wszystko przeżyć. Lepiej wcześniej niż później". Często powtarzał: "Nic nie musisz". Ufałem mu i szedłem swoją drogą.

Wiele nas łączy. W głębi duszy obaj jesteśmy tak samo dziecinni i podobnie kochamy muzykę. Rozumiemy swoje problemy, zakręty życiowe i porażki. Mamy te same rozterki, bóle egzystencjalne i te same melancholie. Moja mama jest tym załamana, jej zdaniem w życiu trzeba walczyć, a my z ojcem tego nie umiemy. Widzę, że ojciec potrafił się z tego podnieść, zagrać koncert i znowu zacząć żyć. Ta sama muzyka, która go doprowadza do depresji, potrafi go z niej wyciągnąć. Nie wyobrażam sobie, żeby robił w życiu cokolwiek innego. Ma swoją drogę, która nie jest łatwa, ale jest jego drogą.

To wszystko spowodowało, że traktuję go bardziej jak przyjaciela niż jak ojca. Zdarza się, że chodzimy razem na imprezy. Rozmawiam z nim o wielu sprawach: od tych codziennych po te metafizyczne. Słuchamy siebie nawzajem i jestem pewien, że nigdy nie usłyszę od niego stereotypowych zwrotów ojca do syna, że będzie szanował moje wybory. Co najwyżej wyrazi swoje zdanie i stwierdzi, że coś nie ma sensu.

Jego ulubionym filmem jest "Ojciec chrzestny". To zabawne - on, taki Piotruś Pan, który buja w obłokach, łagodny człowiek, który by muchy nie skrzywdził, jest tak zafascynowany postacią mafiosa - swoim przeciwieństwem. Jego ulubioną książką jest "Mistrz i Małgorzata", którą i ja uwielbiam.

Najpiękniejszym naszym przeżyciem był dzień, kiedy wspólnie wystąpiliśmy. Ojciec grał, a ja dyrygowałem orkiestrą przy projekcie "Głosy gór". Widziałem, że jest ze mnie dumny, że mogę, że potrafię. To był niezwykły i wzruszający dla nas moment.

W CYKLU "W IMIĘ OJCA, CÓRKI I SYNA":

*Czego dobrego nauczyłeś/łaś się od ojca i co z tego chcesz przekazać dzieciom? Jak odpowiedział(a)byś na to jedno pytanie? I nie mów, że niczego dobrego, bo to niemożliwe - pisze Jerzy B. Wójcik, wicenaczelny "Wyborczej"

*Przez porno w internecie, śmieciowe jedzenie, nieuctwo i dzieciństwo bez ojców mężczyźni stali się żałośni. Zgadzacie się z diagnozą prof. Philipa Zimbardo?

*Wciąż pouczał, jak się zachowywać, że trzeba mówić "dziękuję", "przepraszam", nie bić młodszych, a już w ogóle dziewczynek - mówi mistrz boksu Dariusz Michalczewski

*Ojciec potrafi z taką samą pasją opowiadać o swoich maszynach jak ja o swoich rzeźbach. Coraz bardziej doceniam to, że akceptuje moje odjazdy. Ale to nie jest ojciec, z którym mogę napić się piwa - opowiada artysta Paweł Althamer

*Zapytał mnie, gdy zostałem przewodniczącym "Solidarności" we Wrocławiu: "Władku, mądrzejszych nie było?" - o swoim tacie opowiada Władysław Frasyniuk

* Ojciec to typowy mężczyzna, o którym kobiety najpierw marzą, a potem gorzko płaczą - ojca wspomina restauratorka Magdalena Gessler

*"Wszystko jedno - zdasz czy nie. Widziałem, ile w to włożyłeś pracy. Wyluzuj". Za te słowa przed egzaminami z kardiochirurgii jestem ojcu najbardziej wdzięczny - wspomina dr Grzegorz Religa

*Jego wzniosłe milczenie nauczyło mnie wielkiego respektu dla Biblii i dla wszelkich odmian heretyckiego judeochrześcijaństwa - pisze filozofka Agata Bielik-Robson

*Tata to uosobienie ojca tradycyjnego: surowy i niewylewny, podejmował wszystkie ważniejsze decyzje w domu. Ja jestem bardziej soft. W domu same babeczki, tu jestem szeregowym - pisze gen. bryg. Rajmund T. Andrzejczak

*Mówił, że godność jest ważniejsza niż strach - swojego ojca wspomina pisarka i felietonistka Krystyna Kofta

*Mężczyzno, naucz się przytulać do innych mężczyzn - postuluje psycholog Jacek Masłowski w rozmowie z Tomaszem Kwaśniewskim

*Wszystkie teksty w serwisie Wyborcza.pl/tata

*Czekamy na Wasze listy: wimieojca@wyborcza.pl




Więcej o:
Zobacz także