Codzienne kodeksy rodzinne [LETNIA SZKOŁA OJCÓW]

Monika Redzisz
23.06.2015 01:00
A A A
Suszenie pranie i odpoczynek w Porto

Suszenie pranie i odpoczynek w Porto (Fot. Anna Burdzanowska / Agencja Gazeta)

CYKL "W IMIĘ OJCA, CÓRKI I SYNA". Dwie rodziny i dwie różne strategie wychowawcze, zaganiania dzieci do lekcji, sprzątania, uczenia ich, aby miały własne zdanie i potrafiły o nie walczyć. Opowiedzcie nam o swoich patentach: wimieojca@wyborcza.pl
RODZINA I.

Mamy regulamin sprzątania i grafik klasówek na przyszły tydzień

Mama: Weźmy takie skarpetki. Jest nas w domu piątka. Pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że codziennie wieczorem muszę przewrócić na drugą stronę dziesięć brudnych skarpetek, a do tego pięć par brudnych majtek i pięć brudnych koszulek. Najbardziej dość miałam tych skarpetek. Mój mąż, kiedy rozbierał się wieczorem, rzucał ubrania na ziemię i zostawiał je tam, póki "same" nie poszły do łazienki. Największą fleją u nas w domu była Basia (11 l.). W jej pokoju brudne ubrania piętrzyły się na krześle, aż krzesło się nie przewróciło. Kiedyś zdjęcie jej biurka opublikowaliśmy na Facebooku, żeby ludzie zobaczyli, co może pomieścić jedno biurko - książki, zeszyty, przybory szkolne, garderoba, to, co kuchnia wydawała przez ostatnie kilka dni.

Miałam dość, stworzyłam program naprawy. Na kartce A4 wypisałam obowiązki każdego członka naszej rodziny, kartkę skopiowałam w pięciu egzemplarzach:

1. Każdy codziennie ściele swoje łóżko, a piżamę chowa pod poduszką.

2. Każdy sam pakuje drugie śniadanie do plecaka.

3. Każdy sprząta po sobie ze stołu po każdym posiłku.

4. Każdy sam pakuje się na zajęcia dodatkowe, a po zajęciach rozpakowuje rzeczy i chowa je do szafy.

5. Po wejściu do domu każdy chowa swoje ubrania wierzchnie do szafy.

6. Po powrocie ze szkoły: plecaki zanosimy do pokoju, śniadaniówkę do kuchni i myjemy ręce.

7. Wieczorem brudne ubrania wrzucamy przewleczone na właściwą stronę do kosza w łazience, a czyste chowamy do szafy.

8.W każdy piątek: stroje sportowe (wf., siatkówka, basen, piłka) wrzucamy do kosza z brudną bielizną, rozpakowujemy plecak, a wszystkie książki/zeszyty chowamy pod biurko.

9. Wyrzucanie śmieci: Basia - poniedziałek, piątek, Bartek - wtorek, sobota, Franek i tata - środa, niedziela, mama - czwartek.

10. Mycie łazienki - Basia - pierwszy poniedziałek miesiąca, Bartek - drugi, Franek i tata - trzeci, mama - czwarty.

Za trzy nagany karą jest odebranie jednego dnia elektroniki (TV, komórka, gry komputerowe itd.), czyli np. za trzy nieprzewrócone na drugą stronę rzeczy w koszu z brudną bielizną, a para skarpetek to dwie rzeczy. Na męża też znalazłam sposób - parę razy włożyłam mu jego brudne skarpetki do aktówki, parę razy zdarzyło mu się wyciągnąć je dopiero w pracy... Zadziałało. Sama świadomość, że ten program istnieje, ułatwia nam życie. Na przykład: trzeba wyrzucić śmieci? Wszyscy sprawdzają, kto tego dnia ma dyżur. Dziś wtorek? To Bartek leci. Automatycznie, bez kłótni.

W IMIĘ OJCA, CÓRKI I SYNA,
CZYLI LETNIA SZKOŁA OJCÓW W "GAZECIE WYBORCZEJ"

Czego dobrego nauczyliśmy się od naszych ojców i chcemy przekazać dzieciom? Piszcie: wimieojca@wyborcza.pl.

Tekstów, wywiadów, poradników specjalistów, świadectw znanych Polek i Polaków oraz czytelników "Wyborczej" szukaj na Wyborcza.pl/tata.


Tata: Żona ustanawia reguły w sprawach, na których jej zależy, na które ja mógłbym czasem przymknąć oko. Ja największą wagę przywiązuję do nauki. Spotkania towarzyskie? OK, ale raczej w weekendy. W tygodniu jest nauka. Basia wraca ze szkoły, zamyka się w pokoju, obkłada się książkami i w tym swoim bałaganie odrabia lekcje. Taka była od początku. Bartka trzeba dopiero tego nauczyć i myślę, że jestem na dobrej drodze. Na ostatniej stronie dzienniczka narysowałem mu tabelkę i kiedy pani w szkole zapowiada na kolejny tydzień test, to Bartek sobie go do tej tabelki wpisuje. W każdy piątek siadamy razem i wpisujemy w domową tabelę grafik szkolnych testów na następny weekend. To planowanie jest chyba kluczem do naszego sukcesu. Bartek wie, jakie są konsekwencje: w piątek ma klasówkę, a w czwartek piłkę nożną i tenisa. Jeśli od poniedziałku do środy się nie nauczył, to w czwartek nie idzie na treningi.

Dzieci potrzebują ustalonego porządku dnia. I snu, żeby się zregenerować. O 21.30 są w łóżkach. U nas nie ma tak jak u niektórych znajomych, że dziecko wyciąga o północy książki i zeszyty, bo matmy zapomniało zrobić. No way!

Mama: Męża denerwuje sama myśl, że mogłoby się to wydarzyć... Tu się czasem z różnimy. Wychodzę z założenia, że wszystko powinno być zbilansowane. Czasem sprawdzian według mnie jest tak odległy, że oznacza labę w weekend. Dla niego nie. Nawet jak wyjedzie, dzwoni i pyta, czy Bartek uczy się historii. Kontroluje nas nawet z daleka.

Tata: Tak, bo nie mogę w tym względzie polegać na tobie.

Mama:A mnie się nie podoba ten twój rygor. Dlatego kiedy cię nie ma - luzuję. Nasze życie codzienne, kiedy jest mąż, wygląda zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy wyjeżdża. Dzieciom, kiedy coś przeskrobią albo coś im pójdzie źle w szkole, zdarza się mówić: co powiemy tacie? Ewidentnie się taty boją. Mieliśmy parę rozmów z mężem na ten temat.

Tata: Mamy chyba klasyczny układ: ojciec bardziej zasadniczy, mama bardziej skłonna do ustępstw. Znam to z dzieciństwa - z ojcem trudniej było coś wynegocjować, mamę łatwiej było odpowiednim sposobem przekabacić na swoją stronę. Jestem tatą bardziej kategorycznym niż mój. Jak się umawiam, że czegoś nie robimy - to nie robimy. Konsekwencja to podstawa. Żona potrafi się złamać (Mama: Nie złamać, tylko zrobić wyjątek). Jak się któreś awanturuje, wysyłam je do pokoju, żeby ochłonęło, na tyle minut, ile ma lat. Oprócz ograniczania elektroniki, której w naszym domu i tak nie ma dużo, bo tylko w piątki, soboty i niedziele, bolesną karą dla Basi jest zakaz spotkań z koleżankami, a dla chłopców - zakaz sportu. Kiedy awantura jest na maksa, zdarza mi się dać im klapsa, choć żona na mnie krzyczy, że tak nie wolno.

Bartek się wścieka, kiedy dostanie karę, ale przyjmuje ją jako pewnik; Basia dyskutuje, drąży i dzięki temu może sporo wywalczyć; ma już u nas w domu ksywkę "mecenas". Denerwowało mnie np., że siada do obiadu z rozpuszczonymi włosami. Po prostu nie mogłem patrzeć, jak macza je w pomidorowej. Prosiłem, żeby je spinała, ale ona o tym permanentnie zapominała. Któregoś razu się wkurzyłem i zapowiedziałem jej, że za każdym razem, kiedy zapomni spiąć włosy, będzie miała dzień bez elektroniki. I tak było. A ona się zbuntowała i przyszła negocjować, że to nie fair, że chłopcy nie mają takiego punktu, gdzie dostają tę karę za jednorazową wtopę. Przyznałem jej rację, wycofaliśmy się z tego. Ale to jej zapadło w pamięć i teraz bez dyskusji, bez jęczenia leci po opaskę na włosy.






RODZINA II.

Działamy jak polski wymiar sprawiedliwości - niemrawo. Jakieś zasady są, ale luźne.

Tata: U nas nie ma kodeksu. Kodeksy działają tylko pod warunkiem, że się je egzekwuje, a nam to nigdy dobrze nie wychodziło. Kary nie muszą być duże, ale pewne i szybkie; trzeba tego ciągle pilnować. Nam się nie chce. Działamy raczej jak polski wymiar sprawiedliwości - niemrawo. Jakieś zasady są, ale luźne. Wiadomo, że trzeba myć zęby i nosić aparat ortodontyczny minimum cztery godziny dziennie, a jednak nasza córka (11 l.) często o tym zapomina. Dlaczego? Bo nie mamy sankcji.

Córka: Raczej nie dostaję kar, rodzice tylko grożą. To bardzo dobrze. Kary są niemiłe. Sobie sama wymyślam zasady, np. zawsze wieczorem pakuję plecak, bo tak mi po prostu jest łatwiej. Rodzice nigdy tego ode mnie nie wymagali. Albo spieszę się rano do szkoły, bo bardzo nie lubię się spóźniać.

Mama: Próbowaliśmy parę razy robić tablice z punktami, ale po kilku dniach wszyscy o nich zapominali. Nasze wychowanie jest nie tylko mało restrykcyjne, ale także mało spójne. Co do pryncypiów się oczywiście nie różnimy - oboje uważamy, że warto się uczyć, nie wolno kłamać ani krzywdzić innych. Ale co do drobniejszych spraw... Konfliktowe obszary to spanie, ubieranie, mycie.

Tata: Ty masz na przykład fioła na punkcie ubierania ich.

Mama: Nieprawda, to raczej ty jesteś abnegatem w tym względzie. Podważasz moje reguły - ja im się każę codziennie kąpać, a jak tylko mnie nie ma w domu, mówisz: e, nie trzeba, idźcie spać!

Tata: Ty też podważasz moje reguły. Wystarczyło, że przez dwa dni nie ma cię w domu i dzieci zasypiają godzinę wcześniej, trzeba po prostu o odpowiedniej porze zaczynać przygotowania do snu. Wracasz i moja reguła się rozpuszcza.

Córka: Rodzice czasem się kłócą...

Mama: A które z nas jest ostrzejsze?

Córka: Hm... Mama jak jest zła, to krzyczy. Tata nie krzyczy, tylko mówi tak dobitnie. Najbardziej nie lubię, jak tata liczy do trzech. Zawsze się bałam, że doliczy do końca i co się wtedy stanie. Ale nigdy nie doliczył.

Tata: Zanim się pojawiły na świecie nasze dzieci, miałem wizję wychowania takiego jak moje: dzieci traktowane jako potencjalni przestępcy, jak natura, jak dzicz, którą trzeba ujarzmić i wprowadzić w kulturę.

Mama: Ja wręcz przeciwnie; wydawało mi się, że nasze dzieci urodzą się od razu dobrze wychowane i niezwykle kulturalne; żadnego ujarzmiania nie brałam pod uwagę. Byłam więc ciut zszokowana ich energią i brakiem opanowania. Chaos, który zapanował w naszym domu wraz z powiększającą się rodziną, zmusił mnie w pewnym momencie do zmiany zachowania. Musiałam się nauczyć roli osoby, która od dzieci wymaga. Wcale tej roli nie lubię.

Tata: Ani ja. Sposób, w jaki ja byłem wychowywany, jest u nas wywrócony do góry nogami. Jestem przeciwnikiem karania i dlatego tego nie robię. Luzuję i luzuję. To jest związane także z poczuciem, że dziecko wychowane w ostrym rygorze uczy się przede wszystkim podporządkowania. Tylko wyjątkowo mocna jednostka wychodzi z tego cało - nienauczona bezwładności. Mam wrażenie, że takie dziecko będzie zawsze oczekiwało, że ktoś będzie mówił mu, co ma robić. A nasza córka uczy się tego, że sama może sobie ustanowić regułę, która jej pomaga w życiu. Po prostu sensowniej jest spakować plecak wieczorem niż rano. Uczy się tego, że jak się nie uczy, to dostaje gorsze stopnie, a przecież zależy jej na wysokiej średniej, więc sama zaczyna się organizować.

Wiele zależy od dziecka. Kiedyś wydawało mi się, że wychowanie ma gigantyczny wpływ na człowieka, że rodzice sterują losem dziecka. Teraz myślę, że to jest tak jak z hodowaniem rośliny. Kiedy się za bardzo chce ją zmienić - zniszczy się ją. Z róży nigdy nie zrobi się powoju. Dziś wydaje mi się, że wychowanie to proces mozolnego rozpoznawania, uczenia się, kim jest moje dziecko - czego mu trzeba, a co może mu zaszkodzić.

W CYKLU "W IMIĘ OJCA, CÓRKI I SYNA":

*Czego dobrego nauczyłeś/łaś się od ojca i co z tego chcesz przekazać dzieciom? Jak odpowiedział(a)byś na to jedno pytanie? I nie mów, że niczego dobrego, bo to niemożliwe - pisze Jerzy B. Wójcik, wicenaczelny "Wyborczej"

*Przez porno w internecie, śmieciowe jedzenie, nieuctwo i dzieciństwo bez ojców mężczyźni stali się żałośni. Zgadzacie się z diagnozą prof. Philipa Zimbardo?

*Wciąż pouczał, jak się zachowywać, że trzeba mówić "dziękuję", "przepraszam", nie bić młodszych, a już w ogóle dziewczynek - mówi mistrz boksu Dariusz Michalczewski

*Ojciec potrafi z taką samą pasją opowiadać o swoich maszynach jak ja o swoich rzeźbach. Coraz bardziej doceniam to, że akceptuje moje odjazdy. Ale to nie jest ojciec, z którym mogę napić się piwa - opowiada artysta Paweł Althamer

*Gdy się ma piątkę dzieci do wyżywienia i 16 hektarów ziemi do obrobienia, to nie ma czasu na pouczające rozmowy - swojego ojca wspomina Tomasz Majewski

* Ojciec to typowy mężczyzna, o którym kobiety najpierw marzą, a potem gorzko płaczą - ojca wspomina restauratorka Magdalena Gessler

*"Wszystko jedno - zdasz czy nie. Widziałem, ile w to włożyłeś pracy. Wyluzuj". Za te słowa przed egzaminami z kardiochirurgii jestem ojcu najbardziej wdzięczny - wspomina dr Grzegorz Religa

*Jego wzniosłe milczenie nauczyło mnie wielkiego respektu dla Biblii i dla wszelkich odmian heretyckiego judeochrześcijaństwa - pisze filozofka Agata Bielik-Robson

*Tata to uosobienie ojca tradycyjnego: surowy i niewylewny, podejmował wszystkie ważniejsze decyzje w domu. Ja jestem bardziej soft. W domu same babeczki, tu jestem szeregowym - pisze gen. bryg. Rajmund T. Andrzejczak

*Coraz częściej od polskich mężczyzn oczekuje się zarówno sukcesów w pracy, jak i tego, że zajmą się małym dzieckiem. Znaleźli się w takiej samej sytuacji, w jakiej kobiety są od dziesięcioleci - twierdzi publicysta "Wyborczej" Adam Leszczyński

* Mężczyzno, naucz się przytulać do innych mężczyzn - postuluje psycholog Jacek Masłowski w rozmowie z Tomaszem Kwaśniewskim

*Wszystkie teksty w serwisie Wyborcza.pl/tata

*Czekamy na Wasze listy: wimieojca@wyborcza.pl




Więcej o:
Zobacz także