Paweł Althamer: Najpiękniejsze lanie, którego nie dostałem [LETNIA SZKOŁA OJCÓW]

wysłuchała Monika Redzisz*
17.06.2015 01:00
A A A
CYKL ?W IMIĘ OJCA, CÓRKI I SYNA?: - Ojciec potrafi z taką samą pasją opowiadać o swoich maszynach jak ja o swoich rzeźbach. Coraz bardziej doceniam to, że akceptuje moje odjazdy. Ale to nie jest ojciec, z którym mogę napić się piwa - mówi Paweł Atlhamer, rzeźbiarz, performer, twórca instalacji.
Mam z osiem lat. Zaglądam ojcu przez ramię, kiedy rysuje maszyny. Robi to tak precyzyjnie. Jest nauczycielem rysunku technicznego w technikum. Dla mnie to czarodziej, urzeka mnie. W tych konstrukcyjnych rysunkach tak pięknie zapisuje się wewnętrzne uporządkowanie ojca, które czasem przejawia się w ostrości i dużych wymaganiach.

Ojciec co roku zabiera mnie razem ze swoją klasą na kolonie - jest moim ojcem, a jednocześnie ojcem całej grupy starszych chłopców, ich wychowawcą. Strasznie mi tym imponuje. Jestem lubiany przez chłopców-gitowców o wdzięcznych przezwiskach "Brzytwa" czy "Żyleta" i silnym poczuciu więzi plemiennych. Potem już zawsze będzie mnie ciągnąć do trudnej młodzieży, bo wiem, że oni są żywi, z nimi można coś przeżyć. Ojciec pieniądze szanuje i wydaje oszczędnie, więc i ja z kolonii przywożę kieszonkowe do domu. Nie czuję potrzeby wydawania pieniędzy.

Pamiętam zdarzenie, gdy miałem z 10 lat: płyniemy żaglówką, ojciec z daleka widzi, że pijani ludzie wsiadają do łódki. Hałasują, wygłupiają się. Płyniemy w ich kierunku, na wszelki wypadek. Kiedy jesteśmy niedaleko, ich łódka przewraca się do góry dnem, a cztery kompletnie pijane osoby lądują w wodzie. Ojciec po kolei je wyławia. Leżą na dnie naszej łódki jak śledzie. Ojciec wzdycha i mówi do mnie: "Zobacz, jak oni się zachowują. Jak zwierzęta ". To dla mnie ważna lekcja: należy innym pomagać, a siebie samego szanować.

W IMIĘ OJCA, CÓRKI I SYNA,
CZYLI LETNIA SZKOŁA OJCÓW W "GAZECIE WYBORCZEJ"


Czego dobrego nauczyliśmy się od naszych ojców i chcemy przekazać dzieciom? Piszcie: wimieojca@wyborcza.pl.

Tekstów, wywiadów, poradników specjalistów, świadectw znanych Polek i Polaków oraz czytelników "Wyborczej" szukaj na Wyborcza.pl/tata.


Ojciec podnosi pijaków na ulicy, choć sam nienawidzi nadużywania alkoholu. I dziś ja też, kiedy widzę skrzętnie omijanego przez wszystkich pijaka, podnoszę go i kładę w jakimś bardziej szlachetnym miejscu niż ziemia. Niedawno zobaczyłem, jak grupka młodzieży rozwala przystanek autobusowy. Zatrzymałem samochód, podszedłem do nich. "Halo, chłopcy, co robicie? To czysta głupota. Rozumiem, że wam się nudzi, ale przecież tu za chwilę będzie policja. Na pewno nie chcecie trafić do aresztu!". Przestali, a jeden z nich mówi: "Postanowiliśmy rozpieprzać ten przystanek tak długo, aż ktoś zareaguje. Zrobiliśmy zakłady, że nikt tego nie zrobi". A ja pracowałem już z chłopcami z Pragi i wiedziałem, że takie dzieci przede wszystkim domagają się uwagi.

Ojciec akceptuje, że jestem artystą, ale wychowuje mnie w poczuciu odpowiedzialności. W szkole zbieram dużo uwag: "Paweł znowu bije się na lekcjach. Paweł rysuje na lekcjach. Paweł kopnął kolegę". Raz dostaję od ojca lanie - w I klasie podstawówki. Chłopcy ze starszych klas odrywają znaczki marek od samochodów na parkingu. Ten rodzaj street artu bardzo mnie pociąga, wydaje mi się aktem odwagi, a nie przychodzi mi do głowy, że w ten sposób niszczy się samochód. Właściciel mojego auta stoi akurat w oknie i zaczyna na mnie krzyczeć. Uciekam, ale tamten wsiada w samochód, dogania mnie i zawozi na policję.

Najpiękniejsze było lanie, którego od ojca nie dostałem. Pewnego razu uciekłem z domu. Ahoj, przygodo!, Tomek Sawyer, te sprawy. Brat miał 7 lat, ja 10. Zostawiłem kartkę: "Kochani rodzice, wyruszamy na wyprawę. Nie wrócimy na noc". I poszliśmy do Lasu Bródnowskiego. Zbudziło nas zimno. Brat marudził. O 2 czy 3 w nocy skapitulowałem i wróciliśmy do domu. A tam mama cała w nerwach. Ojca nie było, bo szukał nas z policją i psami po całym osiedlu. Mama powiedziała: "Kładźcie się do łóżek. Jak tata wróci, to da wam lanie!". Obudził mnie powrót ojca. Czułem, że waha się, czy mnie obudzić i stłuc, ale nie zrobił tego. Bardzo się z tego powodu cieszyłem.

Przez wiele lat nie mogłem wybaczyć mu jednego oszustwa. Jesteśmy z jego klasą na wycieczce w górach, mamy wejść na szczyt. Ojciec nie wierzy, że dam radę. Stosuje zmyłkę - oddelegowuje jednego z uczniów, żeby mnie poprowadził łagodniejszą drogą. A ten nie prowadzi mnie na szczyt, tylko na manowce. Wybaczam mu to wiele lat później - kiedy rozumiem już, że manowce to wspaniałe miejsce.

Trudno było mu zrezygnować z szefowania. Wiecznie chciał mi doradzać. Czasem z tego korzystałem, a czasem chciałem zrobić coś sam i miałem problem z uzyskaniem autonomii. Zdarzały się zabawne sytuacje, kiedy chował mi kurtkę, bo uznawał, że sposób, w jaki się ubieram, jest nie do przyjęcia. Przynosił mi w zamian marynareczkę, której w życiu bym nie założył.

Miałem 20 lat, kiedy założyłem rodzinę i sam zostałem ojcem. Mam siódemkę dzieci - czwórkę z pierwszego związku, trójkę z obecnego. Moim dzieciom dawałem więcej wolności. Co prawda niektórzy mówią, że to było zwykłe zaniedbanie, że po prostu zajmowałem się sobą, ale to nie tak.


Althamerowie senior i junior w Berlinie


Wśród wielu projektów Pawła Althamera jest także ten z 2011 r. - nad wejściem do berlińskiej Deutsche Guggenheim wiesza logo Almechu, firmy swojego ojca, a do wnętrz galerii przenosi jego maszyny, które zaczynają produkować dzieła sztuki.

Przeczytaj recenzję Doroty Jareckiej


Teraz jestem całkiem zadowolonym z siebie ojcem i dziadkiem, ale jak dzieci były mniejsze, to chwilami odpadałem. Swojemu ojcu nie potrafiłem się zwierzyć, a swojemu ojcu duchowemu - Jerzemu Stajudzie - tak. "Zobacz, Jerzy - mówię mu kiedyś - jak to jest. Jestem zdolnym artystą, a swoich dzieci nie ogarniam. Nie słuchają mnie, a ja wpadam w szał". A on na to: "Ja się zawsze zajmowałem tym, co mnie interesowało - sztuką. Moje dzieci bawiły się same, jak psiaki". I tak zdjął mi z piersi ciężar. Albo innym razem żalę się: "Tylu na tej akademii utalentowanych studentów. Czuję się niekompetentny. Siedzę cicho, bo boję się, że wyjdę na głupka". A on na to: "Kompetentni nie istnieją". Tym sposobem uzdrowił moje relacje ze światem.

Ojciec w późniejszych czasach założył firmę produkującą maszyny. W jego życiu bardzo istotną rolę odgrywała praca, solidność, sumienność - to mi przekazał. Moje studio przylega teraz do jego warsztatu. Z drugiej strony zakład ma mój brat - w ten sposób zbudowaliśmy triadę, zmaterializowanie naszej relacji. Ojciec potrafi z taką samą pasją opowiadać o swoich maszynach jak ja o swoich rzeźbach. Coraz bardziej doceniam to, że akceptuje moje odjazdy. Ale to nie jest ojciec, z którym mogę napić się piwa. Z moimi synami lubię się napić i zapalić i porapować, choć nie wiem, czy nie woleliby taty bardziej tradycyjnego.

Ojciec miał dla mnie czas. Zabierał mnie na spacery, chodziliśmy razem do muzeum; uwielbiałem to. To jest, kurczę, takie ważne! Te dzieci, które chodzą na tysiące zajęć, a nie mają dostępu do czasu swoich rodziców.






*

W CYKLU "W IMIĘ OJCA, CÓRKI I SYNA":

*Czego dobrego nauczyłeś/łaś się od ojca i co z tego chcesz przekazać dzieciom? Jak odpowiedział(a)byś na to jedno pytanie? I nie mów, że niczego dobrego, bo to niemożliwe - pisze Jerzy B. Wójcik, wicenaczelny "Wyborczej"

*Przez porno w internecie, śmieciowe jedzenie, nieuctwo i dzieciństwo bez ojców mężczyźni stali się żałośni. Zgadzacie się z diagnozą prof. Philipa Zimbardo?

*Wciąż pouczał, jak się zachowywać, że trzeba mówić "dziękuję", "przepraszam", nie bić młodszych, a już w ogóle dziewczynek - mówi mistrz boksu Dariusz Michalczewski

*Gdy się ma piątkę dzieci do wyżywienia i 16 hektarów ziemi do obrobienia, to nie ma czasu na pouczające rozmowy - swojego ojca wspomina Tomasz Majewski

*"Wszystko jedno - zdasz czy nie. Widziałem, ile w to włożyłeś pracy. Wyluzuj". Za te słowa przed egzaminami z kardiochirurgii jestem ojcu najbardziej wdzięczny - wspomina dr Grzegorz Religa

*Tata to uosobienie ojca tradycyjnego: surowy i niewylewny, podejmował wszystkie ważniejsze decyzje w domu. Ja jestem bardziej soft. W domu same babeczki, tu jestem szeregowym - pisze gen. bryg. Rajmund T. Andrzejczak

*Coraz częściej od polskich mężczyzn oczekuje się zarówno sukcesów w pracy, jak i tego, że zajmą się małym dzieckiem. Znaleźli się w takiej samej sytuacji, w jakiej kobiety są od dziesięcioleci - twierdzi publicysta "Wyborczej" Adam Leszczyński

*Wszystkie teksty w serwisie Wyborcza.pl/tata

*Czekamy na Wasze listy: wimieojca@wyborcza.pl




Więcej o:
Zobacz także