Odpowiedź: Tak szybko, że prawdopodobnie jeśli zareagujemy należycie, będzie nam się wydawało, że działamy za szybko. Nie szkodzi. Szybka reakcja zawsze jest korzystna dla firmy, kariery szefa, a nawet dla zwalnianego pracownika.
Obawiają się wyjść na głupców Spójrzmy prawdzie w oczy, zatrudnienie świetnego pracownika jest koszmarnie trudne. Młodzi menedżerowie mogą mówić o szczęściu, jeśli uda im się to w połowie przypadków. Nawet szefom mogącym pochwalić się wieloletnim doświadczeniem nie udaje się to częściej jak w 75 proc., i to w najlepszym wypadku.
Problem polega jednak na tym, że teraz
gra idzie o wysoką stawkę. Jeszcze nigdy nie było tak ważne, by mieć w drużynie najlepszych graczy. Każdy dobry pomysł się liczy. Każdy gram pasji może okazać się bardzo ważny. Nie można mieć na firmamencie czarnych dziur zamiast gwiazd. Dlatego więc jeśli popełniło się błąd rekrutacyjny, trzeba reagować szybko.
Oczywiście, słabe wyniki jednej osoby nie pogrążą firmy. Ale gdy ta "pomyłka" nie robi tego, co do niej należy, cierpi cały zespół. Inni mają ciężej, nie mówiąc już o tym, że takie słabe ogniwo budzi gniew u tych, którzy muszą za nie pracować. Szef też budzi w nich irytację. Mówi im, że ma nadzieję, że z czasem zły pracownik poprawi się, nabierze doświadczenia. Czasem też jęczy, że trzeba bardzo dużo czasu, by przejść przez proces ponownej rekrutacji i szkolenia.
Prawdziwym powodem tego, że większość menedżerów nie decyduje się na działanie, jest jednak to, że obawiają się wyjść na głupców i nie chcą przyznawać się do błędu, sądząc, że oznacza to samobójstwo zawodowe.
Paradoksalnie, w dobrej firmie, ta logika nie działa. Menedżerowie są tam nagradzani za to, że przyznają się do błędu rekrutacyjnego i szybko starają się go naprawić. Zyskują jeszcze lepszą opinię, gdy właściwa osoba na właściwym miejscu w końcu doprowadzi do poprawy wyników pracy. Przyznawanie się do błędów i śmiałe ich naprawianie buduje zaufanie do szefa. Zaś nadzieja, wbrew rozsądkowi, że błędy same się naprawią, wprost przeciwnie. Ważne jest, by "śmiałe" nie znaczyło brutalne. Pamiętajmy, że to był nasz błąd. Nie wińmy zatrudnionego. Powiedzmy mu o tym delikatnie, weźmy odpowiedzialność za to, co poszło nie tak. Dojdźmy do porozumienia w sprawach finansowych i dajmy odchodzącemu pracownikowi czas na znalezienie innej pracy.
Obie strony powinny czuć, że wszystko zostało odpowiednio załatwione - zwłaszcza na wypadek, gdyby nasz "błąd rekrutacyjny" trafił do nas w przyszłości jako klient.
Trzy impulsy Oczywiście najlepiej byłoby nie robić podobnych błędów. Owszem, to bardzo trudne, jak już powiedzieliśmy. Ale można poprawić swoje szanse, jeśli zwalczymy trzy impulsy rekrutacyjne, przez które menedżerowie mają zwykle kłopoty.
Po pierwsze, opierają się na instynkcie. Nie róbcie tego! Gdy macie ważne stanowisko pracy ziejące pustką, łatwo zakochać się w jakimś nowiutkim kandydacie, który zachowuje się najlepiej jak potrafi, by zrobić wrażenie i mówi wam właśnie to, co chcecie usłyszeć, wyglądając jak odpowiedź na wszystkie wasze gorące modlitwy. Dlatego nie powinno się zatrudniać samodzielnie. Niech zespół ludzi chłodno przeanalizuje plusy kandydata i przesłucha go. I niech w tym zespole koniecznie znajdzie się jeden malkontent - taki, który ma szczególnie wyczulone ucho na fałszywe nuty i będzie wiedział, czy kandydat rzeczywiście spełnia wymagane warunki.
Drugim instynktem, z którym należy walczyć, jest pokusa odrzucania złych referencji, myśląc: "W naszej firmie jest inaczej". To nieprawda!
Nie tylko należy szukać własnych referencji telefonicznych, oprócz tych przedstawionych przez kandydata, ale zmusić się do wysłuchania tego, co nasi rozmówcy mają nam do powiedzenia, nawet jeśli zburzy to piękny obrazek, który już sobie stworzyliśmy.
Na koniec, zwalczmy pokusę mówienia przez cały czas.
Owszem, chcemy zachęcić do naszej firmy, ale nie za wszelką cenę. Spytajmy kandydata o poprzednią pracę i zamilknijmy na dłuższy czas. Niech kandydat nam opowie, co mu się podobało, a co nie, a my usłyszymy wówczas większość tego, co powinniśmy wiedzieć.
To prawda, że nadal można popełnić błąd, ale już nie spowodowany nadmiernym pośpiechem. Zapomnijmy na chwilę o imperatywie załatwienia sprawy.
Tłum. ami Jack i Suzy Welch są autorami międzynarodowego bestsellera „Winning znaczy zwyciężać”.
Copyright 2009 by Jack i Suzy Welch.
Więcej w serwisie:
Tajemnice sukcesu według Jacka Welcha